Czasem tak bywa, że chociaż człowiekowi się nie chce to pewne rzeczy robi. Zazwyczaj nazywa się to etatem (ho, ho, ho ależ tłusty żart na wejściu!), ale niekiedy też można maltretować się także w wolnym czasie. Ja zazwyczaj karmię swojego wewnętrznego masochistę bieganiem maratonów (w co wliczam także przygotowania do tychże), ale niekiedy wykraczam poza te ramy. Tak było i tym razem, kiedy zawoziłem Dominikę do pracy w... miejscowości Filipole. Mam wątpliwość co do używania nazwy "miejscowość" nie dlatego, że to taka podła miejscówka, ale dlatego, że ta osada to dosłownie kilka domów, malowniczo położonych pośród pól i lasów. Dosłownie.
Wystawiłem pasażerkę za drzwi, następnie wyciągnąłem z auta rower, zawiesiłem na szyi aparat, poprawiłem troczki w plecaku, wsunąłem mapę pod linki przy ramie i... witaj przygodo. Miałem gigantycznego smaka na jakąś wyprawę po regionie, a z drugiej strony - znałem prognozę pogody na ten dzień (już o 8.30, kiedy ruszałem, było naprawdę gorąco - dalej tylko gorzej) i marzyłem o błogim lenistwie na kanapie, a nie dokładaniu sobie dodatkowego obciążenia. Cóż, Filipole to naprawdę śliczny zakątek świata. Jeśli nie zaczynać w tak wyjątkowych okolicznościach, to gdzie?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą promuje łódzkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą promuje łódzkie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 sierpnia 2018
niedziela, 4 lutego 2018
Pozory mylą | Kutno | [WŁÓCZYKIJ #22]
Tą wycieczką kończę uzupełnianie zaległych wpisów z 2017 roku, więc rok zakończyłem z liczbą 22 wycieczek na koncie. Muszę przyznać, że zakładałem, że będzie ich przynajmniej dwa razy tyle, a tymczasem... no nie udało się. Nie zmienia to faktu, że jestem zadowolony - coś się we mnie ruszyło, a na tym zależało mi najbardziej. Na spróbowaniu samotnych wędrówek, na odkrywaniu nowych miejsc, na obudzeniu nieco uśpionej ciekawości świata. Pierwsze kroki były dość nieporadne, wiem że dużo bym zmienił w wielu zrobionych wycieczkach, ale liczy się dla mnie sam fakt, że to robię. Reszta ma mniejsze znaczenie.
wtorek, 30 stycznia 2018
To tu, to tam | Czerniewice - Krzemienica - Rawa Mazowiecka | [WŁÓCZYKIJ #21]
Kolejny z Włóczykijów, które wyczarowałem przy okazji pracy Dominiki. Zauważcie jakie mi się szczęście trafia, że każdy kolejny wypad jest w inne miejsce ;). Tym razem wywiało nas w okolice Czerniewic, czyli pomiędzy Tomaszowem, a Rawą Mazowiecką. Miałem dwie opcje zwiedzania terenu - albo ruszyć w kierunku Spały i Inowłodza, albo pokręcić się po najbliższych miejscowościach z finiszem w Rawie Mazowieckiej. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie.
niedziela, 14 stycznia 2018
Trochu historii i trochu przyrody | Wolbórz - Zalew Sulejowski - Podklasztorze | [WŁÓCZYKIJ #19]
Obiecaliśmy sobie z tatą, że skoro zrobiliśmy "Tour de Jeziorsko" to wypadałoby odwiedzić również drugie z dużych jezior województwa. Tym bardziej, że trasa wiodąca z Łodzi, między innymi przez Wolbórz to dla nas "kultówka", czy trzymając się retoryki kolarskiej - klasyk. Dzień zapowiadał się znakomicie, mieliśmy o czym pogadać, więc nie pozostało nic innego jak pędzić przed siebie. Tym bardziej, że szykowałem dla taty małą niespodziankę.
Zaczyna się to wszystko jak w moim pierwszym Włóczykiju - od Starowej Góry, wówczas rozoranej przez prace na krajowej jedynce. Przebiliśmy się z zachodu na wschód po tym marsjańskim gruncie, jaki zazwyczaj tworzy się podczas robót drogowych i pustą drogą, przy akompaniamencie leniwie świecącego słońca zaczęliśmy wędrówkę do celu.
Zaczyna się to wszystko jak w moim pierwszym Włóczykiju - od Starowej Góry, wówczas rozoranej przez prace na krajowej jedynce. Przebiliśmy się z zachodu na wschód po tym marsjańskim gruncie, jaki zazwyczaj tworzy się podczas robót drogowych i pustą drogą, przy akompaniamencie leniwie świecącego słońca zaczęliśmy wędrówkę do celu.
sobota, 13 stycznia 2018
Na uboczu | Parzęczew - Ozorków | [WŁÓCZYKIJ #20]
Trochę żeśmy z tym moim Kochaniem zwiedzili regionu, nie powiem. Obiecałem w Tomaszowie, że to nie ostatnia taka wycieczka i proszę: ani się obejrzałem, a jechaliśmy w pobliże Parzęczewa, żeby moja wybranka mogła upiększyć kilka kobiet, a ja - żebym przy okazji zobaczył kilka naprawdę pięknych miejsc.
Parzęczew. Już sama nazwa brzmi dość... niezachęcająco. Nieopodal takie miejscowości jak Chrząstów, Wytrzyszczki i Ignacew Rozlazły. Ekipa w sam raz na konkurs ortograficzny. Albo na lekcję polskiego dla obcokrajowców. Niech się pomęczą. Ach, byłbym zapomniał - Dominika malowała w Różycach. Też niezbyt łatwo.
Parzęczew. Już sama nazwa brzmi dość... niezachęcająco. Nieopodal takie miejscowości jak Chrząstów, Wytrzyszczki i Ignacew Rozlazły. Ekipa w sam raz na konkurs ortograficzny. Albo na lekcję polskiego dla obcokrajowców. Niech się pomęczą. Ach, byłbym zapomniał - Dominika malowała w Różycach. Też niezbyt łatwo.
| Tramwaj linii 46 pełznie po Ozorkowie. |
niedziela, 7 stycznia 2018
Miasto z dzieciństwa | Tomaszów Mazowiecki | [WŁÓCZYKIJ #18]
Wyspowiadam się od razu! Żeby nikt nie krzyczał! Z początku planowałem Włóczykija jako cykl tylko i wyłącznie pieszy. Szybko jednak uznałem, że warto sobie będzie czasem pomóc rowerem. Pociągi i autobusy i autostopy miały być tylko środkiem do realizacji celu. Samochód miał sobie stać na parkingu i nie marudzić.
Przyznam szczerze, że już wcześniej myślałem, czy nie wykorzystać auta - ot, chociażby do wyprawy do Bełchatowa i objechania kopalni. Nie wszędzie w województwie da się dojechać pociągiem, a do autokaru raczej nie wpakuję roweru. Tymczasem odległości ponad 30 kilometrów (a często ponad 100) to już zadanie dla bicykla lub konieczne będzie podzielenie dystansu na kilka dni. To wiąże się z wydatkami i koniecznością zorganizowania kilku dni wolnego. O jedno i drugie w 2017 było mi dość trudno (w 2018 zanosi się, że tylko drugie będzie problemem, ale za to znacznie większym ;)), więc kilka eskapad musiałbym odłożyć na nie-wiadomo-kiedy. Tym bardziej, że Dominika mnie pocisnęła: "Włóczykij autem? To będzie bez sensu.". Skoro tak to sobie odpuszczam.
Przyznam szczerze, że już wcześniej myślałem, czy nie wykorzystać auta - ot, chociażby do wyprawy do Bełchatowa i objechania kopalni. Nie wszędzie w województwie da się dojechać pociągiem, a do autokaru raczej nie wpakuję roweru. Tymczasem odległości ponad 30 kilometrów (a często ponad 100) to już zadanie dla bicykla lub konieczne będzie podzielenie dystansu na kilka dni. To wiąże się z wydatkami i koniecznością zorganizowania kilku dni wolnego. O jedno i drugie w 2017 było mi dość trudno (w 2018 zanosi się, że tylko drugie będzie problemem, ale za to znacznie większym ;)), więc kilka eskapad musiałbym odłożyć na nie-wiadomo-kiedy. Tym bardziej, że Dominika mnie pocisnęła: "Włóczykij autem? To będzie bez sensu.". Skoro tak to sobie odpuszczam.
niedziela, 17 grudnia 2017
Kur... de France | Wzniesienia Łódzkie | [WŁÓCZYKIJ #17]
Wiecie, że uwielbiam się katować prawda? Jak nie pod wiatr, to przynajmniej ze 120 kilometrów. Jak nie wracam do domu mając w pamięci przynajmniej jeden moment, kiedy chciało mi się płakać to uważam wycieczkę rowerową za całkowicie nieudaną. W ramach finiszu wakacji (i niestety trochę lata) wymyśliłem sobie super wojaż - przejażdżkę po Wzniesieniach Łódzkich. Tak jak ostatnio większość moich tekstów miała charakter bardziej krajoznawczy, tak tym razem wrócę do tego co rzeźbiłem na początku. Do opisu przeżyć wewnętrznych. A właściwie to do opisu jednego ze Wzniesień Łódzkich jakim był mój nastrój tego dnia - systematycznie rósł do góry, osiągnął szczyt nieopodal Parowów Janinowskich, a następnie opadał stromo w dół, niemal do dna.
Ale warto było :). Zapraszam!
Ale warto było :). Zapraszam!
niedziela, 10 grudnia 2017
Czysta przyjemność | Łaskowice - Dobroń - Łask - Zduńska Wola | [WŁÓCZYKIJ #16]
Kilka Włóczykijów temu poniosłem klęskę w walce z wiatrem. Podczas wycieczki przez Szadek planowałem zwiedzić Zduńską Wolę oraz zajrzeć do Karsznic. Kto czytał ten wie, że ledwo co zajechałem na dworzec w Zduńskiej, żeby załapać się na pociąg (jak się później okazało, mogłem się aż tak nie spieszyć, chociaż i tak Zduni bym nie zwiedził). Oczywiście nie mogło tak być, że zostanie mi jakaś niezrobiona wycieczka, toteż celem kolejnej "niezależnej" (nie przewodnickiej) musiała być Zduńska Wola.
Oczywiście kompletnym bezsensem byłoby jechać tą samą trasą. Musiałem wykombinować coś innego. I wykombinowałem. Marszrutę wyznaczyłem następującą - Dobroń, zaległy od dwóch lat Łask (obiecałem w jednym z pierwszych wpisów na tym blogu, że wrócę i zrobię lepsze zdjęcia ;)), Karsznice (będące wygodnie po drodze, bo zajeżdżałem do Zduńskiej od południa) i wreszcie - sama Zduńska Wola.
Oczywiście kompletnym bezsensem byłoby jechać tą samą trasą. Musiałem wykombinować coś innego. I wykombinowałem. Marszrutę wyznaczyłem następującą - Dobroń, zaległy od dwóch lat Łask (obiecałem w jednym z pierwszych wpisów na tym blogu, że wrócę i zrobię lepsze zdjęcia ;)), Karsznice (będące wygodnie po drodze, bo zajeżdżałem do Zduńskiej od południa) i wreszcie - sama Zduńska Wola.
niedziela, 3 grudnia 2017
Kieł mamuta i św. Lambert | Radomsko | [WŁÓCZYKIJ #15]
Z Radomskiem mam dwa skojarzenia. Pierwsze to wizyta na meczu łódzkiego Widzewa w śmiesznym Pucharze Ekstraklasy (nawet nie pamiętam, który to był rok - 2007?), na który pojechałem z towarzystwem z Pabianic busem bez grzania. To był luty albo początek marca - więc zmarzliśmy solidnie. Jedyne ciekawe wydarzenie na tym meczu to rzucanie śnieżkami w ówczesnego bramkarza Korony Kielce Macieja Mielcarza (który, swoją drogą, później długo bronił w Widzewie). Dużo w tej historii Radomska prawda?
Drugie skojarzenie to rozkraczenie się auta rodziców na krajowej "1" nieopodal Radomska. Awaria okazała się na tyle poważna (bodajże padła pompa wody), że musieli zostawić auto na miejscu i wrócić po nie dzień później - pociągiem. I znów najciekawszy element historii - zdruzgotany głos siostry, kiedy dowiedziała się, że z zaplanowanej na wieczór imprezy nici. Tutaj również sporo Radomska czyż nie?
Drugie skojarzenie to rozkraczenie się auta rodziców na krajowej "1" nieopodal Radomska. Awaria okazała się na tyle poważna (bodajże padła pompa wody), że musieli zostawić auto na miejscu i wrócić po nie dzień później - pociągiem. I znów najciekawszy element historii - zdruzgotany głos siostry, kiedy dowiedziała się, że z zaplanowanej na wieczór imprezy nici. Tutaj również sporo Radomska czyż nie?
niedziela, 26 listopada 2017
Perła w Ogrodzie Zmysłów | Poddębice | [WŁÓCZYKIJ #14]
Ten wpis i kolejny Włóczykijowy (o Radomsku) będą miały nieco inny charakter, ponieważ są zapisem moich wędrówek w ramach projektu Pociągiem w Łódzkie, podczas których byłem przewodnikiem. Będzie nieco mniej opisów moich "przygód" i subiektywnych doznań, a nieco więcej informacji krajoznawczych. Skutkiem tego oba te wpisy będą nieco krótsze. Zdecydowałem się na taki krok, bo pewnie nieprędko będę miał okazję pojawić się w tych miejscach ponownie, a zarówno Poddębice, jak i Radomsko są zdecydowanie warte zobaczenia.
Zapraszam więc do lektury!
Zapraszam więc do lektury!
wtorek, 5 września 2017
Pod wiatr i z wiatrem | Łaskowice - Szadek - Wojsławice | [WŁÓCZYKIJ #13]
Mądry Polak po szkodzie. Teraz, prawie dwa miesiące po zrobieniu tej wycieczki, jestem absolutnie pewien, że nie miała ona prawa wypalić. W końcu to numer trzynaście. W końcu to był drugi lipca, a od paru lat w lipcu dostaję największe wpierdy. W końcu (co jest, zdaje się, najważniejsze) nie robi się rowerowych wycieczek na południowy zachód kiedy wieje wschodni wiatr.
Ale ja zrobiłem. Od rana Dominika pracowała, a ja biegałem za tym sympatycznym, młodym jegomościem - moim synem. Później zrobiłem obiad i zjadłem go w tempie sprinterskim - w międzyczasie zadzwonił Piotr, że ma dla mnie wycieczki do zrobienia. No delikatnie rzecz biorąc - zestresowałem się. Miałem wreszcie oprowadzić poważne towarzystwo w imieniu poważnego Towarzystwa.
Kto normalny wali w takich okolicznościach 90-100 kilometrów na rowerze w pięć godzin? Ja!
Ale ja zrobiłem. Od rana Dominika pracowała, a ja biegałem za tym sympatycznym, młodym jegomościem - moim synem. Później zrobiłem obiad i zjadłem go w tempie sprinterskim - w międzyczasie zadzwonił Piotr, że ma dla mnie wycieczki do zrobienia. No delikatnie rzecz biorąc - zestresowałem się. Miałem wreszcie oprowadzić poważne towarzystwo w imieniu poważnego Towarzystwa.
Kto normalny wali w takich okolicznościach 90-100 kilometrów na rowerze w pięć godzin? Ja!
niedziela, 13 sierpnia 2017
Na lewą stronę | Kędziorki - Koluszki (Brzeziny - Koluszki) | [WŁÓCZYKIJ #12b]
Zawsze zastanawiam się skąd się biorą te błogie obrazki włóczęgów takich jak ja, którzy siedzą sobie pod drzewkiem z wyciągniętymi nogami i w stanie nieopisanego, głębokiego relaksu kontemplują nad sensem życia. Ja postoje dzielę na dwie grupy:
a) No dobra już stanę, mimo wszystko człowiek czasem musi jeść, pić i wydalać.
b) Osz kur... mam dość. Siadam i nie wstaję.
Wydaje mi się absolutnie nie do pogodzenia moja ciekawość świata i potrzeba aktywności z koniecznością robienia postojów. Jeśli gdziekolwiek trafia mi się leniwy moment, to najczęściej już po zakończeniu wędrówki, kiedy mogę wreszcie klapnąć, otworzyć piwo i oznajmić: na dziś wystarczy.
Nie potrafię usiedzieć w miejscu.
a) No dobra już stanę, mimo wszystko człowiek czasem musi jeść, pić i wydalać.
b) Osz kur... mam dość. Siadam i nie wstaję.
Wydaje mi się absolutnie nie do pogodzenia moja ciekawość świata i potrzeba aktywności z koniecznością robienia postojów. Jeśli gdziekolwiek trafia mi się leniwy moment, to najczęściej już po zakończeniu wędrówki, kiedy mogę wreszcie klapnąć, otworzyć piwo i oznajmić: na dziś wystarczy.
Nie potrafię usiedzieć w miejscu.
| To ja z miną wyrażającą ogromne zadowolenie z faktu, że odpoczywam. |
czwartek, 10 sierpnia 2017
Truskawki, czy marakuja?
Świat nam się skurczył.
Odległości się zmniejszyły na przekór fizyce. Bariery językowe
przełamujemy, grając na nosie Wieży Babel. Do tego wszystkiego - o
zgrozo! - wirtualnie możemy być w każdym dowolnym miejscu świata,
nie ruszając wygodnickich pośladków z fotela. Wewnętrzna
złośliwość kazała autorowi tego tekstu zerknąć na Monachium. A
co! "Lewego" może nie spotkam, ale mogę później błysnąć
w towarzystwie - ze stolicą Bawarii znamy się z widzenia!
Jakże łatwo dziś też o
informację! Klik, klik, klep, klep i już wiem z kilkunastu źródeł
co jest NAJ w Polsce, na Słowacji czy nawet w Burkina Faso!
Uzbrojony w specjalistyczną wiedzę mogę zabrać się za arbitralne
uznawanie co warto zobaczyć, a czego nie. Oczywiście gdyby brakło
mi własnego osądu, mogę posiłkować się ocenami "użytkowników"
tych wszystkich miejsc. Dzięki temu wiem już gdzie śmierdzi, gdzie
drogo i gdzie niemiłe towarzystwo. Na pozytywy raczej nie liczę.
Internet przyjmuje jeno żółć.
środa, 19 lipca 2017
Pod wezwaniem... | Brzeziny (Brzeziny - Koluszki) | [WŁÓCZYKIJ #12a]
Tak się składa, że w momencie pisania tego tekstu jestem w trakcie aktywnego poszukiwania pracy. Wiecie - rozmowy, normalne pytania - dziwne odpowiedzi, dziwne pytania - normalne odpowiedzi i tego typu sprawy :).
Po ostatniej wycieczce zastanawiam się czy pośród moich atutów kiedykolwiek wymieniłbym elastyczność, otwartość oraz radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Chyba nie (choć to wyjątkowo fajne do "sprzedania" cechy). Często mam wrażenie, że w takiej, a takiej sytuacji to sobie nie poradzę "bo cośtam". A później przychodzi co do czego i śmigam improwizację nie gorzej niż Mickiewicz.
Po ostatniej wycieczce zastanawiam się czy pośród moich atutów kiedykolwiek wymieniłbym elastyczność, otwartość oraz radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Chyba nie (choć to wyjątkowo fajne do "sprzedania" cechy). Często mam wrażenie, że w takiej, a takiej sytuacji to sobie nie poradzę "bo cośtam". A później przychodzi co do czego i śmigam improwizację nie gorzej niż Mickiewicz.
sobota, 1 lipca 2017
Nie ma wału? | Dookoła Jeziorska | [WŁÓCZYKIJ #11]
W poprzednim Włóczykiju przytaczałem Wam wymianę zdań z Tatą, gdzie dzień wcześniej, wieczorem napisałem do niego czy jest chętny na przejażdżkę z Zamościa do Zielonej Góry. Zgodził się bez wahania. Mnie w związku z tym nie pozostało nic innego jak spakować plecak, kiedy dostałem smsa o treści: jutro pociągiem do Sieradza i dookoła Jeziorska.
Tak się składa, że z dwóch największych jezior województwa Łódzkiego akurat o Jeziorsku nie mam bladego pojęcia. Za to Zalew Sulejowski objechałem w każdym możliwym kierunku wraz z przyległościami. Czy większy ze sztucznych zbiorników sprawił, że pożałowałem skupiania się przez całe życie tylko na mniejszym koledze? A może wręcz przeciwnie - dziękowałem niebiosom, że w Treście Rządowej spędziłem w sumie grubo ponad rok mojego życia?
Jeśliście ciekawi odpowiedzi - zapraszam do lektury!
środa, 28 czerwca 2017
Pobiegane na wiosnę
Półmaratonem w Piotrkowie zakończyłem wiosenne bieganie. Po przeorganizowaniu życia okazało się, że mogę sobie pozwolić na start w wielu różnorodnych imprezach, dzięki czemu miałem okazję sprawdzić się w uczciwych warunkach w półmaratonie, albo pierwszy raz od czterech lat przebiec "piątkę". Wszystkie starty, poza jednym, dały mi ogromną frajdę, więc z przyjemnością do nich wrócę. Przy okazji - dziś zerkam na pewne kwestie na chłodno, z perspektywy i przede wszystkim bez emocji. Wnioski "dzień po starcie" okazują się być zupełnie inne, niż "dzień po sezonie".
Teraz czeka mnie tydzień przerwy od treningów, a w lipcu ruszam z przygotowaniami do jesiennej "kampanii", przy okazji obchodząc w serduchu obchody piątej rocznicy rozpoczęcia przygody z bieganiem :).
Teraz czeka mnie tydzień przerwy od treningów, a w lipcu ruszam z przygotowaniami do jesiennej "kampanii", przy okazji obchodząc w serduchu obchody piątej rocznicy rozpoczęcia przygody z bieganiem :).
sobota, 17 czerwca 2017
W prostej linii 555 kilometrów | Czarnocin - Będków - Rokiciny - Wiśniowa Góra | [WŁÓCZYKIJ #10]
Długo mi zajęło zrealizowanie dziesiątego, jubileuszowego :D Włóczykija. A to nie było pogody, a to nie było kuchni w domu, a to już się zebrałem, ale mi po drodze doszło tarapatów i odpuściłem. Prawdę mówiąc w pewnym momencie się zaciąłem, bo jednak jak człowiek idzie za ciosem to łatwiej o motywację, niźli w sytuacji gdy robi coś od wielkiego dzwonu.
Wreszcie nadszedł ten wielki dzień. The Dzień (Skarbie, to specjalnie dla Ciebie, Ty wiesz kiedy to pisałem! :)). Postanowiłem - jutro jadę. Ostatnia wycieczka rowerowa po Łodzi sprawiła, że nabrałem ogromnego apetytu na tego typu wyprawy po województwie, więc musicie pogodzić się z faktem, że mój Włóczykij będzie w najbliższym czasie nieco częściej włóczył kij przywiązany do aluminiowej ramy.
Wreszcie nadszedł ten wielki dzień. The Dzień (Skarbie, to specjalnie dla Ciebie, Ty wiesz kiedy to pisałem! :)). Postanowiłem - jutro jadę. Ostatnia wycieczka rowerowa po Łodzi sprawiła, że nabrałem ogromnego apetytu na tego typu wyprawy po województwie, więc musicie pogodzić się z faktem, że mój Włóczykij będzie w najbliższym czasie nieco częściej włóczył kij przywiązany do aluminiowej ramy.
czwartek, 27 kwietnia 2017
Ja zostaję | Bratoszewice - Stryków | [WŁÓCZYKIJ #9]
Jeśli powiedziało się "a", to trzeba powiedzieć "b". A jeśli tej wiosny jest wiosna to trzeba korzystać.
Znaną już skądinąd trasą kolejową pędziłem tego ślicznego, słonecznego poranka ku Bratoszewicom. Miejscowości, w której skończyłem ostatni epizod Włóczykija. Jak już zapewne wiecie (lub lada chwila klikniecie w link kilkanaście słów wcześniej i się dowiecie :)) zdążyłem tu ledwo zwiedzić stację kolejową, ulicę Chorobliwie Szczekających Psów (czyli Kolejową) oraz boleśnie zapuszczony dwór.
Znaną już skądinąd trasą kolejową pędziłem tego ślicznego, słonecznego poranka ku Bratoszewicom. Miejscowości, w której skończyłem ostatni epizod Włóczykija. Jak już zapewne wiecie (lub lada chwila klikniecie w link kilkanaście słów wcześniej i się dowiecie :)) zdążyłem tu ledwo zwiedzić stację kolejową, ulicę Chorobliwie Szczekających Psów (czyli Kolejową) oraz boleśnie zapuszczony dwór.
czwartek, 2 marca 2017
Pamięć | Piotrków Trybunalski | [WŁÓCZYKIJ #5]
Swego czasu Piotrków miałem okazję oglądać dość często - z perspektywy drogi krajowej, biegnącej od autostrady do Sulejowa, a dalej do Kielc. Z trudem przypominam sobie kiedy ostatni raz miałem okazję jechać tą trasą. Czas upływa szybko, zmiany zachodzą niezauważalnie, a niezachwiane, zbudowane na silnych fundamentach mury przyzwyczajeń kruszeją, w końcu odchodząc w niepamięć. Dziś do Kielc już prawie w ogóle nie jeździmy, a Piotrków, choć niedaleki, stał mi się całkowicie obcy. Jak kolega z podstawówki, z którym znałeś się z widzenia, a dziś zastanawiasz w tramwaju - powiedzieć "cześć" czy udawać, że wcale nie spotkaliście?
Sądzę, że nie jestem w mniejszości, wybierając zazwyczaj milczenie.
Sądzę, że nie jestem w mniejszości, wybierając zazwyczaj milczenie.
środa, 15 lutego 2017
Po co? | Lutomiersk - Konstantynów Łódzki | [WŁÓCZYKIJ #4]
Jak rozpoznać ojca niemowlaka? To proste. Budzik nastawiony na 7.00. Budzi się o 6.35 i pierwsze co myśli to nie "Jeszcze pięć minut!", a "Wstać już, czy dać jeszcze pospać Młodemu?". Leżąc sztywno jak kłoda przetrawiłem dwadzieścia minut i za pięć siódma zdecydowałem się wstać. Oczywiście w bloku, jak na złość, cisza jak makiem zasiał. Mój palec ledwo dotknął podłogi i... panel zaskrzypiał, aż ucho zabolało.
Kilka sekund później witało mnie wesołe "UUUUU".
Myślę, że dalsze wydarzenia najlepiej opisze ta melodia. Uparłem się (słusznie!), żeby do Lutomierska dostać się 43. Niestety, trasę spod łódzkiego ZOO do krańcówki tramwaj pokonuje w 57 minut. Kiedy dodałem sobie do tego czas dojazdu do centrum (żeby się przesiąść) zaczęło brakować mi doby. Postawiłem na sprawdzone, ale dość ekstremalne rozwiązania, w postaci szprych w rowerze.
Kilka sekund później witało mnie wesołe "UUUUU".
Myślę, że dalsze wydarzenia najlepiej opisze ta melodia. Uparłem się (słusznie!), żeby do Lutomierska dostać się 43. Niestety, trasę spod łódzkiego ZOO do krańcówki tramwaj pokonuje w 57 minut. Kiedy dodałem sobie do tego czas dojazdu do centrum (żeby się przesiąść) zaczęło brakować mi doby. Postawiłem na sprawdzone, ale dość ekstremalne rozwiązania, w postaci szprych w rowerze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
