W powietrzu unosił się ostry zapach siarki. Drewno zapałki powoli tliło się w żywo rozpalającym się kominku. Duże, pełne drewnianych mebli pomieszczenie wypełniło się światłem. Płomienie odbijały się od jego szaro - zielonych tęczówek, kiedy patrzał na nie. Uśmiechał się bardzo nieznacznie. Ciepło ognia rozgrzewało mu zgrabiałe dłonie.
wtorek, 13 listopada 2018
czwartek, 8 listopada 2018
Po trupach
Łatwo Ci odnaleźć się w "dziś"? Mnie nie. Wciąż zanadto dławię się wymiotami "wczoraj", żeby móc choćby zorientować się czy mamy noc czy dzień. Kompasu ani mapy nie odczytam po ciemku. Zgubiłem się. Przykro mi. Tylko... czy to mnie powinno być przykro?
środa, 24 października 2018
I znów pierwszy krok
Biegnąc dziś mój pierwszy "oficjalny" trening pod kwietniowy maraton w Dębnie przypomniałem sobie moje pierwsze wpisy na jeszcze starych blogach, o których już trochę zapomniałem. Pisałem relacje z całych treningów, przeżywałem kolki, kace, gorsze samopoczucia czy zbyt duży ruch samochodowy na Rzgowskiej (serio!). Pamiętam, że każde wyjście z domu na trening było wyzwaniem. Świetną przygodą, to fakt, ale nigdy nie wiedziałem czego się spodziewać.
Dziś? Wyszedłem z domu zrobić swoje. Zacząć. Jak? Najlepiej z wysokiego "c". Czy się udało? Oczywiście, że tak. Czemu miałoby się nie udać? Znakomicie przepracowałem lato, mam już sześć lat doświadczenia, a przede wszystkim - mam chęci. Złapałem coś czego baaardzo dawno nie miałem. Potrzebę przekraczania granicy na każdym treningu.
Dziś? Wyszedłem z domu zrobić swoje. Zacząć. Jak? Najlepiej z wysokiego "c". Czy się udało? Oczywiście, że tak. Czemu miałoby się nie udać? Znakomicie przepracowałem lato, mam już sześć lat doświadczenia, a przede wszystkim - mam chęci. Złapałem coś czego baaardzo dawno nie miałem. Potrzebę przekraczania granicy na każdym treningu.
poniedziałek, 22 października 2018
Impresja
Siedziałem cholernie wygodnie na kanapie, w luźnych, krótkich szortach i lekkiej, bawełnianej koszulce. Kąciki moich ust bardzo delikatnie unosiły się ku górze. Podkręciłem kaloryfer na maksimum, nie dbając o kropelki wilgoci zbierające się na oknach. Zależało mi tylko, i to było próżne, wiem, na komforcie. Przyglądałem się z jakąś dziwną satysfakcją płomieniowi świecy, prostemu i niezmąconemu.
To był udany wieczór. Póki co siedziałem w ciszy, ale wiedziałem, że za chwilę włączę głośną muzykę. Miałem ochotę na coś wyrazistego. Może Queen albo Budka Suflera?
sobota, 20 października 2018
Iskierka
Pamiętam mój pokój, ciemny prawie jak w nocy, chociaż była to jakaś godzina koło południa. Leżałem na łóżku i nie chciało mi się kompletnie nic. Prawdopodobnie zmagałem się z depresją, ale wtedy nie byłem świadomy, że to może być ta choroba, a poza tym... nigdy nie zdecydowałem się wybrać do specjalisty, żeby potwierdzić czy to faktycznie było to. Dziś nie ma to właściwie żadnego znaczenia. Istotne jest to, że pamiętam siebie całkowicie odrętwiałego, z poczuciem, że niczego nie osiągnąłem i już raczej nie osiągnę. Że zawsze marzyło mi się zrobić coś bardzo dużego i że Dziadek Jasiu mówił, że Mateusz kiedyś zajdzie naprawdę wysoko, a ja go zwyczajnie zawodzę.
I od lutego 2001 roku nie mogę mu powiedzieć o tym, że mi Go naprawdę brakuje. Wnosił do mojego życia beztroską radość, której później bardzo zabrakło, zresztą pewnie nie tylko mnie.
I od lutego 2001 roku nie mogę mu powiedzieć o tym, że mi Go naprawdę brakuje. Wnosił do mojego życia beztroską radość, której później bardzo zabrakło, zresztą pewnie nie tylko mnie.
niedziela, 14 października 2018
Kubuś Puchatek
Trwające aż nazbyt długo lato zmotywowało mnie do pójścia na spacer, do lasu. Wysiadłem z auta, dumnie obnosząc się krótkim rękawkiem koszulki, zupełnie tak jakbym tylko ja wiedział, że dziś jest tak ciepło. Zresztą, kto wie, czy to nie jest tak, że tylko ja odczuwam to w ten sposób. Niekiedy mam takie chwile, gdy wydaje mi się, że tylko ja potrafię widzieć świat w ten obleśnie bezpośredni sposób, z czubkiem nosa tworzącym mglistą plamę pośrodku każdego pejzażu i z tymi dłońmi, które podobają się wszystkim, tylko nie mnie i z tym brzuchem i tymi żylastymi stopami. Nie lubię patrzeć na siebie. Wolę patrzeć na Ciebie, kimkolwiek jesteś.
Albo na las.
Albo na las.
środa, 3 października 2018
Szczęście | 40. PZU Maraton Warszawski - relacja
Jest 6.00 w niedzielę. Jestem w środku urlopu. Obudziłem się dosłownie minutę temu, bez budzika. Wyłączyłem go, zanim zaczął dzwonić. Nie powinienem pospać tego dnia dłużej? Zabalować mocniej w sobotę? Wyjechać na koniec świata i położyć się spać o świcie (czyli tego dnia o 6.38, ale to w Łodzi, a nie na końcu świata ;))?
Zdecydowałem, już jakiś czas temu, że nie. Że moim celem będzie zdobycie Korony Maratonów Polskich, a to oznacza przebiegnięcie pięciu maratonów w dwa lata. Pierwszy krok wykonałem (a ze mną oczywiście mój Tata) w Krakowie, 22 kwietnia, w piekielnym upale kończąc 42,195. Byłem trochę rozczarowany tamtym biegiem i swoją dyspozycją, ale wiedziałem, że w taki gorąc i przy takiej trasie (bardzo kiepskiej!) wiele więcej bym nie wyciągnął.
sobota, 29 września 2018
UDOWODNIJ
A co gdyby zamiast mózgu mieć papkę? Kierować się tylko popędami - jeść, pić, wydalać, rozmnażać się. Urodzić się, przewegetować, umrzeć. Szczerze? Wyszłaby z tego całkiem kusząca propozycja, pod warunkiem, że byłoby co jeść, co pić i z kim rozmnażać się. Zostać pierwotniakiem, tylko zamiast nibynóżek mieć prawdziwe nóżki. I generalnie całkiem ambitną fizjonomię.
Cześć, to ja, Mateusz. Chłopak dość rozsądny, żeby ogarniać swoje to i owo. Doświadczyłem kilku nieprzyjemnych rzeczy, które siedzą mi głęboko w głowie do dziś. Nie chcę porównywać się z innymi, bo skali traum i cierpienia nie da się w żaden sposób zmiarkować. I tak każdy uważa, że jego ból i rany są najgłębsze. Prawda jest taka, że organizm leczy się i regeneruje w zadziwiający sposób, często bez żadnej ingerencji z zewnątrz, a przeciążonego umysłu... cóż, nie sposób doprowadzić do porządku nawet latami.
Cześć, to ja, Mateusz. Chłopak dość rozsądny, żeby ogarniać swoje to i owo. Doświadczyłem kilku nieprzyjemnych rzeczy, które siedzą mi głęboko w głowie do dziś. Nie chcę porównywać się z innymi, bo skali traum i cierpienia nie da się w żaden sposób zmiarkować. I tak każdy uważa, że jego ból i rany są najgłębsze. Prawda jest taka, że organizm leczy się i regeneruje w zadziwiający sposób, często bez żadnej ingerencji z zewnątrz, a przeciążonego umysłu... cóż, nie sposób doprowadzić do porządku nawet latami.
niedziela, 23 września 2018
Spróbujmy tego, Skarbie
Siedziałem w nieco pretensjonalnej, ale ostatecznie nie najgorszej knajpie i popijałem ciemne ale leżakowane w beczce po whisky. Miało doskonały wiśniowo - czekoladowy posmak i byłem bardzo zadowolony z barmana, który mi zaproponował ten bezkompromisowy trunek. Zająłem miejsce na wysokim krześle przy długim blacie pod oknem. Przez kilka chwil zerkałem za witrynę, obserwując twarze płynące ulicą, przy której nie da się zatrzymać, czyli Piotrkowską. Jeśli, ktoś uważa, że w tym mieście nie ma żadnej przyzwoitej rzeki to znaczy, że nigdy nie popłynął na Pietrynie.
czwartek, 6 września 2018
Niewysłane listy
Spójrz na Księżyc. Znasz go na pamięć, prawda? Słońce i Ziemia pozwalają Ci zobaczyć go jednego dnia w całości, innego nie widać go wcale, ale zawsze jest to jedna i ta sama facjata. Co znajduje się po jego ciemnej stronie? Ja chciałbym wiedzieć, ale... czy wystarczyłoby mi odwagi na to, żeby tam zajrzeć?
Boję się wysokości, a najbardziej - spadania. Zawsze przeraża mnie wizja, tego że, gdyby coś poszło nie tak, leciałbym w dół tej przestrzeni, która otwiera się tuż pod moimi stopami. Mimo to wydaje mi się, że naprawdę uwielbiam wystawiać swoją odwagę na próbę. Uwielbiam wspinać się na góry, włazić na punkty widokowe i wjeżdżać windami na najwyższe piętra. Do dziś pamiętam jak bardzo pociły mi się dłonie kiedy zbliżałem się do szyby we wrocławskim Sky Tower. Mimo to, postawiłem swoje stopy na brzegu.
Boję się wysokości, a najbardziej - spadania. Zawsze przeraża mnie wizja, tego że, gdyby coś poszło nie tak, leciałbym w dół tej przestrzeni, która otwiera się tuż pod moimi stopami. Mimo to wydaje mi się, że naprawdę uwielbiam wystawiać swoją odwagę na próbę. Uwielbiam wspinać się na góry, włazić na punkty widokowe i wjeżdżać windami na najwyższe piętra. Do dziś pamiętam jak bardzo pociły mi się dłonie kiedy zbliżałem się do szyby we wrocławskim Sky Tower. Mimo to, postawiłem swoje stopy na brzegu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
