środa, 15 marca 2017

Na pustyni łatwiej się rozpędzić

Tak się składa, że jestem osobą, która (trochę naiwnie) wierzy w sprawiedliwość. Może niekoniecznie w taką opartą na prawie, bo akurat na te bajeczki nie dam się nabrać, ale w taką na zasadzie - każdy otrzymuje tyle na ile zasługuje, jak najbardziej.

Podobnie zresztą wierzę w równowagę. Wszystkie działania związane z jakimś tematem muszą ZAWSZE, w konsekwencji, prowadzić do wyniku równego jeden. Albo do stu procent. Pozostaje jedynie kwestia podziału wkładu poszczególnych składowych tego procesu. Kto włożył ile wysiłku? Czyj wysiłek był istotniejszy? Kto powinien czerpać korzyści w pierwszej kolejności? Kto weźmie na barki straty? Obrazowo tłumacząc - nie ma znaczenia czy dojdziemy do celu idąc w lewo, a później prosto, czy najpierw prosto, a później w lewo. Efekt będzie jednakowy. Pytanie brzmi tylko - co będzie się działo po drodze?

piątek, 10 marca 2017

Cegiełka

W momencie kiedy to piszę kibice łódzkiego Widzewa, grającego obecnie w czwartej klasie rozgrywkowej w Polsce, biją rekord Polski pod względem ilości sprzedanych karnetów. I nie martwcie się, moi czytelnicy! Nie będę Was teraz zanudzał peanami na cześć mojej ulubionej drużyny. Po prostu całe to karnetowe szaleństwo zwróciło moją uwagę na pewną kwestię i zdecydowałem się z Wami podzielić moimi przemyśleniami.

Czy w Polsce da się robić sport?

Wiem, wiem. Rozsądniej byłoby użyć określenia - uprawiać. Jednak tym razem nie o uprawianie sportu mi chodzi, a właśnie o robienie. Co mam na myśli? Ano: budowanie infrastruktury, gromadzenie licznej widowni, umiejętne wyszukiwanie młodych, zdolnych sportowców i, przede wszystkim - odnoszenie znaczących sukcesów. Czyli o całokształt spraw ze sportem związanych.

czwartek, 9 marca 2017

Matko...

Gigantyczny, szary budynek z tysiącem okien majaczył za mgłą. Może był taki moment w historii tego szpitala (bo taką onegdaj pełnił funkcję), gdzie prezentował się ładnie i okazale. Chociaż nie. Zawsze był betonowym klocem, wyrażającym przerost ambicji wszechwiedzącego rządu, budującego pomniki żeby zachwycić lud i wylizać dupę komuchom ze wschodu.

Dzisiaj wyglądał jak groteskowy sarkofag. Cały porośnięty mchem i bluszczem, z oknami powybijanymi przez drzewa, które w środku znalazły sobie miejsce do zapuszczenia korzeni i pełnym dobrodziejstwem synantropijnego inwentarza fauny beztrosko biegającego po korytarzach. Świat po apokalipsie? Nie, po prostu trzydzieści lat leżenia odłogiem, jako nieużytek. Kompleks, dzięki Bogu, zamknięto w 2019 i od tej pory nikt nie wie co z tym fantem począć.

niedziela, 5 marca 2017

Piąteczek | Rąbień - Aleksandrów Łódzki - Grunwald - Zgniłe Błota - Kazimierz | [WŁÓCZYKIJ #6]

Co najlepiej wchodzi w piątek? Po ciężkim tygodniu w pracy - zamówiona, szybka szama, kilka kieliszków gorzały albo szklanek piwa, nogi wywalone na stół i... lenistwo! Odwlekana przez pięć dni celebracja tych niewielu godzin luzu, musi cechować się prostotą założeń, łatwością realizacji oraz ograniczeniem wkładanego wysiłku do minimum.

Dokładnie takie same priorytety przyświecały mi, gdy planowałem drugiego w ciągu czterech dni Włóczykija. Chciałem zrobić sobie pierwszą rowerówkę w ramach cyklu. W czwartek wieczorem machnąłem na treningu biegowym około 21 kilometrów w 90 minut. To był piątek, a tydzień dał mi mocno w kość. Relaksacyjna, rekreacyjna przejażdżka miała być tematem tekstu, który czytacie.


czwartek, 2 marca 2017

Pamięć | Piotrków Trybunalski | [WŁÓCZYKIJ #5]

Swego czasu Piotrków miałem okazję oglądać dość często - z perspektywy drogi krajowej, biegnącej od autostrady do Sulejowa, a dalej do Kielc. Z trudem przypominam sobie kiedy ostatni raz miałem okazję jechać tą trasą. Czas upływa szybko, zmiany zachodzą niezauważalnie, a niezachwiane, zbudowane na silnych fundamentach mury przyzwyczajeń kruszeją, w końcu odchodząc w niepamięć. Dziś do Kielc już prawie w ogóle nie jeździmy, a Piotrków, choć niedaleki, stał mi się całkowicie obcy. Jak kolega z podstawówki, z którym znałeś się z widzenia, a dziś zastanawiasz w tramwaju - powiedzieć "cześć" czy udawać, że wcale nie spotkaliście?

Sądzę, że nie jestem w mniejszości, wybierając zazwyczaj milczenie.


niedziela, 26 lutego 2017

V Bieg Powstańca

Dziś miałem okazję drugi raz pobiec w Biegu Powstańca w Dobrej, nieopodal Strykowa. Impreza ma na celu upamiętnienie bitwy pod Dobrą (24.02.1863), z której zapamiętać należy fakt, że powstańcy styczniowi dostali solidnie po tyłku (a jak wiadomo polscy powstańcy trudnili się zazwyczaj obrywaniem po pośladkach). Kontekst historyczny mamy już ogarnięty ;), więc przejdźmy do istotniejszej kwestii - czy biegacze wygrali swoją dziesięciokilometrową batalię, czy też musieli wrócić do domu z pupami obitymi jak jabłka spadające na beton?

niedziela, 19 lutego 2017

Bez końca

Słońce wesoło tańczyło między drzewami, to puszczając nam oczko, to znów chowając się za gałęzie i tworząc fantazyjne cienie na drodze. Trzymaliśmy się mocno za dłonie i nieśpiesznie spacerowaliśmy przed siebie. Pachniało mokrą ziemią, która dopiero co odtajała po byciu przykrytą przez kilka miesięcy grubą warstwą śniegu.

Zima dała popalić tego roku. Mróz nie trzymał może wielki, ale za to cholernie uparty i konsekwentny. Nie odpuszczał nawet na moment. Do tego to cholerne, mocne wiatrzysko i długie, kryształowe noce, wyglądające jakby niebo stało się zbiornikiem na atrament. Lub, chyba bardziej trafnie, na jakąś truciznę w kolorze granitu. Odechciewało się wszystkiego, a każde wyjście z domu oznaczało cierpienie, jakby wszechobecny chłód przywierał do skóry i palił ją niczym rozgrzane żelazo.

środa, 15 lutego 2017

Po co? | Lutomiersk - Konstantynów Łódzki | [WŁÓCZYKIJ #4]

Jak rozpoznać ojca niemowlaka? To proste. Budzik nastawiony na 7.00. Budzi się o 6.35 i pierwsze co myśli to nie "Jeszcze pięć minut!", a "Wstać już, czy dać jeszcze pospać Młodemu?". Leżąc sztywno jak kłoda przetrawiłem dwadzieścia minut i za pięć siódma zdecydowałem się wstać. Oczywiście w bloku, jak na złość, cisza jak makiem zasiał. Mój palec ledwo dotknął podłogi i... panel zaskrzypiał, aż ucho zabolało.

Kilka sekund później witało mnie wesołe "UUUUU".

Myślę, że dalsze wydarzenia najlepiej opisze ta melodia. Uparłem się (słusznie!), żeby do Lutomierska dostać się 43. Niestety, trasę spod łódzkiego ZOO do krańcówki tramwaj pokonuje w 57 minut. Kiedy dodałem sobie do tego czas dojazdu do centrum (żeby się przesiąść) zaczęło brakować mi doby. Postawiłem na sprawdzone, ale dość ekstremalne rozwiązania, w postaci szprych w rowerze.


sobota, 11 lutego 2017

Kłoda

Z ulgą odgrodził się od bolesnego mrozu trzaśnięciem drzwi klatki schodowej. To była jedna z tych zim, kiedy chłód doskwierał tak bardzo, że wydawał się być nie zjawiskiem pogodowym, a chorobą, trawiącą ciało i umysł. Całe szczęście nie musiał oglądać więcej tej kryształowej, rozjarzonej nieprzyjemnym światłem księżyca nocy.

Wszedł do mieszkania, rzucił niedbale kurtkę na wózek i odsunął krzesło. Zgrzytnęło obrzydliwie po podłodze. Duży pokój był pusty, a drzwi od małego - zamknięte. Spali. Odetchnął z ulgą. Nie miał ochoty oglądać gęby nikogo.

To był cholernie ciężki dzień. Chociaż nie. W zasadzie to diabelnie trudny tydzień. Przejechał zimną dłonią po głowie. To było obrzydliwie przejebane życie. Takie jak z historii o jakimś holenderskim malarzu, które całe życie harował jak wół, wyprzedzał innych o dwie epoki, a koniec końców zdechł w biedzie. Sukces po śmierci? Marne pocieszenie.

środa, 8 lutego 2017

Nie dotyczy tubylców | Grotniki - Zgierz | [WŁÓCZYKIJ #3]

Dostałem czapkę od syna. Poważnie. Kiedy ma się taką miniaturową zapałkę zamiast głowy, a przezorna mamusia kupuje synkowi nieco luźniejszą, elastyczną czapeczkę, to okazuje się, że jest dobra. Ba, wyglądam w niej całkiem nie najgorzej!

W ogóle ubrany byłem w taką ilość warstw, że niejedna babcia byłaby ze mnie dumna. 

- A kalesonki mosz?
- Mom.
- A sialiczek?
- Mom.
- A koszulkę ciepłą mosz?
- Mom.
- Tylko rękawiczki załóż.

Rękawiczki też miołem. W ogóle wystroiłem się jak na biegun północny. Poniekąd właśnie tam się wybierałem, w końcu Zgierz północnym biegunem Łodzi ochrzcić można.