Dostałem czapkę od syna. Poważnie. Kiedy ma się taką miniaturową zapałkę zamiast głowy, a przezorna mamusia kupuje synkowi nieco luźniejszą, elastyczną czapeczkę, to okazuje się, że jest dobra. Ba, wyglądam w niej całkiem nie najgorzej!
W ogóle ubrany byłem w taką ilość warstw, że niejedna babcia byłaby ze mnie dumna.
- A kalesonki mosz?
- Mom.
- A sialiczek?
- Mom.
- A koszulkę ciepłą mosz?
- Mom.
- Tylko rękawiczki załóż.
Rękawiczki też miołem. W ogóle wystroiłem się jak na biegun północny. Poniekąd właśnie tam się wybierałem, w końcu Zgierz północnym biegunem Łodzi ochrzcić można.