niedziela, 19 lutego 2017

Bez końca

Słońce wesoło tańczyło między drzewami, to puszczając nam oczko, to znów chowając się za gałęzie i tworząc fantazyjne cienie na drodze. Trzymaliśmy się mocno za dłonie i nieśpiesznie spacerowaliśmy przed siebie. Pachniało mokrą ziemią, która dopiero co odtajała po byciu przykrytą przez kilka miesięcy grubą warstwą śniegu.

Zima dała popalić tego roku. Mróz nie trzymał może wielki, ale za to cholernie uparty i konsekwentny. Nie odpuszczał nawet na moment. Do tego to cholerne, mocne wiatrzysko i długie, kryształowe noce, wyglądające jakby niebo stało się zbiornikiem na atrament. Lub, chyba bardziej trafnie, na jakąś truciznę w kolorze granitu. Odechciewało się wszystkiego, a każde wyjście z domu oznaczało cierpienie, jakby wszechobecny chłód przywierał do skóry i palił ją niczym rozgrzane żelazo.

środa, 15 lutego 2017

Po co? | Lutomiersk - Konstantynów Łódzki | [WŁÓCZYKIJ #4]

Jak rozpoznać ojca niemowlaka? To proste. Budzik nastawiony na 7.00. Budzi się o 6.35 i pierwsze co myśli to nie "Jeszcze pięć minut!", a "Wstać już, czy dać jeszcze pospać Młodemu?". Leżąc sztywno jak kłoda przetrawiłem dwadzieścia minut i za pięć siódma zdecydowałem się wstać. Oczywiście w bloku, jak na złość, cisza jak makiem zasiał. Mój palec ledwo dotknął podłogi i... panel zaskrzypiał, aż ucho zabolało.

Kilka sekund później witało mnie wesołe "UUUUU".

Myślę, że dalsze wydarzenia najlepiej opisze ta melodia. Uparłem się (słusznie!), żeby do Lutomierska dostać się 43. Niestety, trasę spod łódzkiego ZOO do krańcówki tramwaj pokonuje w 57 minut. Kiedy dodałem sobie do tego czas dojazdu do centrum (żeby się przesiąść) zaczęło brakować mi doby. Postawiłem na sprawdzone, ale dość ekstremalne rozwiązania, w postaci szprych w rowerze.


sobota, 11 lutego 2017

Kłoda

Z ulgą odgrodził się od bolesnego mrozu trzaśnięciem drzwi klatki schodowej. To była jedna z tych zim, kiedy chłód doskwierał tak bardzo, że wydawał się być nie zjawiskiem pogodowym, a chorobą, trawiącą ciało i umysł. Całe szczęście nie musiał oglądać więcej tej kryształowej, rozjarzonej nieprzyjemnym światłem księżyca nocy.

Wszedł do mieszkania, rzucił niedbale kurtkę na wózek i odsunął krzesło. Zgrzytnęło obrzydliwie po podłodze. Duży pokój był pusty, a drzwi od małego - zamknięte. Spali. Odetchnął z ulgą. Nie miał ochoty oglądać gęby nikogo.

To był cholernie ciężki dzień. Chociaż nie. W zasadzie to diabelnie trudny tydzień. Przejechał zimną dłonią po głowie. To było obrzydliwie przejebane życie. Takie jak z historii o jakimś holenderskim malarzu, które całe życie harował jak wół, wyprzedzał innych o dwie epoki, a koniec końców zdechł w biedzie. Sukces po śmierci? Marne pocieszenie.

środa, 8 lutego 2017

Nie dotyczy tubylców | Grotniki - Zgierz | [WŁÓCZYKIJ #3]

Dostałem czapkę od syna. Poważnie. Kiedy ma się taką miniaturową zapałkę zamiast głowy, a przezorna mamusia kupuje synkowi nieco luźniejszą, elastyczną czapeczkę, to okazuje się, że jest dobra. Ba, wyglądam w niej całkiem nie najgorzej!

W ogóle ubrany byłem w taką ilość warstw, że niejedna babcia byłaby ze mnie dumna. 

- A kalesonki mosz?
- Mom.
- A sialiczek?
- Mom.
- A koszulkę ciepłą mosz?
- Mom.
- Tylko rękawiczki załóż.

Rękawiczki też miołem. W ogóle wystroiłem się jak na biegun północny. Poniekąd właśnie tam się wybierałem, w końcu Zgierz północnym biegunem Łodzi ochrzcić można.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Francuz

Nie chcę żebyście go źle oceniali. Nie chciałbym też, żebym zarysował go jako kompletnego outsidera odklejonego od rzeczywistości, bo mam tendencję do przedstawiania bohaterów w ten sposób. W gruncie rzeczy to dobry chłopak chociaż ja nie do końca rozumiem jego postawę. Może kiedy spiszę tę historię przyjdzie mi to nieco łatwiej.

W szkole średniej, ze względu na jego powierzchowność, został ochrzczony przez kumpli jako "Francuz". Zawsze nosił ciasno przylegające sweterki w odcieniach beżu, palił długie i cienkie papierosy, a do świata zwracał się nonszalancko z podszyciem arogancji i impertynencji. Zasłyszawszy kiedyś ten cytat mówił, że pachnie jak Paryż, chociaż nigdy tam nie był.

wtorek, 31 stycznia 2017

Bez złudzeń | Pabianice | [WŁÓCZYKIJ #2]

Lubicie "Grę o tron"? Ja miałem moment fascynacji książkami, który równie szybko mi przeszedł, co się zaczął. Serialu obejrzałem dwa odcinki.

Jednakowoż tron kojarzyć się powinien dość jednoznacznie z królami. Jeśli ktoś widzi w tym słowie inny kontekst, to prawdopodobnie jest całkiem normalny, ale skupmy się jednak na władcach. Co decyduje o tym, że najwięksi (z historycznego punktu widzenia; realnie najczęściej kurduple jak ja) odnoszą porażki podczas realizacji swoich ponadczasowych planów? Czemu przegrali Napoleon, Hitler czy chociażby Mózg (ten od Pinkiego)?

Pycha.

środa, 25 stycznia 2017

Banał | Starowa Góra - Gadka Stara - Rzgów | [WŁÓCZYKIJ #1]

Zanurzyłem łyżeczkę w termicznym kubku i wyłowiłem szczura po herbacie. Gapiąc się beznamiętnie za okno rzuciłem mokry woreczek na deskę do krojenia. To co działo się na zewnątrz wyglądało równie żałośnie, co te rozmaślone trociny earl greya zamknięte w woreczku. Mgła, plucha i gdzieniegdzie wystająca spod śniegu gliniasta ziemia nie zachęcały do wyjścia. Oczywiście dwa tygodnie wcześniej było prześlicznie, wręcz zjawiskowo. Fajnie, że wtedy leżałem na łóżku i zdychałem na 37 stopni gorączki. Wiecie, cierpienie tak duże, że bóle porodowe prawie się do tego zbliżają.

Czubata łyżeczka miodu, kilka kropel soku z cytryny, zamieszałem niedbale (reszta wymiesza się po drodze) i byłem gotowy do wyjścia. Papier w jaki zawinąłem dwie kanapki szeleścił na dnie plecaka, kiedy wkładałem do niego butelkę z wodą. "Ubierz się ciepło" zawołała Dominika, więc ubrałem się tak jak zawsze.

środa, 21 grudnia 2016

Nie przyszło

Siedziałem w pustej przydworcowej spelunie. Papieros dopalał się w popielniczce, a ja patrzyłem na kształty jakie tworzył dym. Nie wiem czy dużo jest takich lokali w tym kraju, a jak są to pewnie otwierają je od 6 do 14. I pewnie nie serwują tam piwa.

Wychodzi na to, że miałem szczęście.

Wziąłem łyk Tyskiego, czy jakiegoś innego koncernowego chłamu, nie pamiętam dokładnie. Nie zamierzałem narzekać. Po prostu miałem ochotę napić się czegoś zimnego i gazowanego, więc padło na piwo. Zerknąłem przez zadziwiająco czystą witrynę. Chłodne światło latarni padało na szary chodnik. Wszystko to było tak sterylne, że wydawało mi się, że czuję w powietrzu zapach spirytusu użytego do dezynfekcji.

Co jakiś czas po torach śmigały pociągi. Rzadko który się tu zatrzymywał. I do żadnego nie zamierzałem wsiadać. Przyszedłem tutaj na spotkanie, więc czekałem na tę drugą osobę. Nie wiedziałem kiedy konkretnie ma się zjawić. Po prostu trwoniłem kolejne minuty sącząc piwo i gapiąc się na te cholerne esy-floresy z papierosa.

Rozmyślałem.

czwartek, 15 grudnia 2016

Dwie świątynie

Marek Hłasko na końcu swojej powieści "Następny do raju" napisał, że autorzy dodają do książek wstępy, aby ustawić czytelników, a posłowia po to, żeby się Czytelnikowi usprawiedliwić. Moja, "Dwie świątynie" ani wstępu, ani posłowia nie zawiera. Ustawiać nikogo nie zamierzam, jednak odczuwam potrzebę wytłumaczenia się Wam i podzielenia kilkoma informacjami na jej temat.

Dlatego zapraszam do lektury niniejszego wpisu. Inspirując się nieco zabawą słowem Gałczyńskiego czy Tuwima, potraktujcie to jako wstęposłowie. Może zachęci Was ono do przeczytania mojej książki, a może wyjaśni co nieco i pozwoli ją lepiej zrozumieć. Poza tym rzadko o niej mówiłem i pisałem, więc dedykuje te kilka słów wszystkim tym, którzy wiedzieć chcieli, dopytywali się, a ja milczałem twardo jak skała.

sobota, 3 grudnia 2016

Trauma

Zimne światło jarzeniówki oświetlało zieloną warstwę olejnej farby na tej obowiązkowej w każdym szpitalu lamperii. Siedziałem na ławce z trzema plastikowymi siedziskami. Znacie to, prawda? Sytuację tępego oczekiwania na nie wiadomo co w szpitalu też, nie?

Znalazłem dziś dziecko w śmietniku.