Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulica. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2015

Zapchaj, upchaj, dopchaj i jeszcze, żeby jakoś wyglądało, czyli zabudowa. (Miasto zasadom wbrew cz. 4b)

Piękno jest w oku patrzącego.


Stare Polesie...


"Ładność", estetyka wyglądu, ocena powierzchowności - czy może być coś bardziej subiektywnego?

Zaplanowałem sobie na dziś pogadankę o architekturze Łodzi, o moich ulubionych stylach, plusach i minusach i do tego kilka ładnych fotek. Tak sobie jednak sądzę, że wolę przytrzymać się tonu jaki nadaje tytuł mojego cyklu i, wbrew zasadom, napisać kilka zdań o poczuciu estetyki Łodzi.
Sielankowa niedziela na placu Dąbrowskiego.

Panowie wpiszcie sobie teraz w wyszukiwarkę hasło "piękna kobieta". Panie - uczyńcie podobnie z hasłem "przystojny mężczyzna". Popatrzcie sobie na zdjęcia jakie Wam "wyskoczą" i zastanówcie się ile z osób na tych zdjęciach rzeczywiście Wam się podoba. Niektórym pewnie wszystko, niektórym tylko kilka, a niektórzy, jak ja, uznają, że co będą się gapić na fotki, skoro piękno jest tuż obok nich :).
Za Teatrem Wielkim.

Nieważne co tam sobie wypatrzycie i wywnioskujecie, ja jestem pewien jednego - oglądając te zdjęcia, czy cokolwiek innego zawsze znajdziecie coś co Was zachwyci i zawsze znajdziecie coś co wywoła w Was reakcję "eee, że co? Przecież to jest brzydkie...".

Rynek Bałucki.


Śmiesznie to brzmi, ale po prostu spodoba Wam się to co ma się spodobać, kropka.

Tak właśnie jest z Łodzią. Dlatego rozumiem wszystkie negatywne głosy na temat mojego miasta. Żeby docenić jej urok trzeba mieć odpowiednie, inne zdaje się, od stereotypowego, poczucie pojmowania piękna.

Bałuty.

Jak jest w moim przypadku? Pozwolę sobie przywołać scenę z filmu "Midnight in Paris". Adriana pyta Gila, która z prostytutek mu się podoba. On odpowiada, że wszystkie, że po prostu lubi taką wyuzdaną, bezpruderyjną, trochę brudną estetykę.


Tak właśnie postrzegam Łódź, jej kamienice, ulice i pejzaże. Jak prostytutkę. Jest w tym mieście coś niegrzecznie seksownego, coś co straszliwie działa mi na wyobraźnię, pobudza jej najgłębsze miejsca, te pełne mrocznych instynktów.

Do kupienia atrakcyjny budynek przy Wólczańskiej :)

Łódź, jak kurtyzana zachęcająca do swoich usług, gdzieś w bocznej uliczce, po prostu kusi. Puste ściany kamienic przypominają odsłonięte długie nogi, przez które wzrok ucieka znacznie wyżej, tam gdzie nie powinien. W przybrudzone okna i bramy, które niczym dwoje bezczelnie spoglądających oczu, pobudzają pytania "co kryje się za wami? Co jest w środku?". Czy to obdrapane fasady, czy pięknie wyremontowane zdobienia, wszystkie zdają się przypominać tandetne czerwone szpilki, lukrowe, różowe topy i nalakierowane fryzury.

Cukierkowy szpital Barlickiego

Nie każdy to lubi, nie każdemu się to podoba. Dlatego niektórzy wolą "ugłaskane" miasta, z grzecznie uporządkowanym układem, wyremontowanymi fasadami cudownych pałaców i szerokimi, oświetlonymi arteriami.

Ja wolę spędzić noc gapiąc się z piwnego ogródka na opuszczony gmach "Siemensa", zaglądać w ciemne bramy i nieśmiało rzucać okiem na drewniane klatki schodowe chojeńskich kamienic.

I znów Bałucki Rynek.
Średniowieczne ślady Starego Miasta...
Estetyczny misz-masz, czyli Plac Wolności.

Piękniejcie nam kamienice, piękniejcie!

Modernistyczna Narutowicza.

"SEPEC"

Ania, nie świruj, bo policja już idzie!

Ach te okna, ach te linie, ach te podziały...

Wyjątkowe podwórko...

...wyjątkowej kamienicy. Szkoda patrzeć na kłódkę i mur w oknach dawnego domu...

Gotyk w łódzkim wydaniu!

Ładne? Mnie się na swój sposób podoba.

Elegancka, ale fikuśna.

Puste, zagadkowe, fascynujące...

Pozdrawiam serdecznie! :)

Warto kupić? Bo chyba nadal na sprzedaż?

Łódź bajkowa :).

Smutne, posępne, funkcjonalne.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Dużo tego, a i tak nie działa, czyli ulice. (Miasto zasadom wbrew cz. 3)

Na dzień dobry przywitam Was mapką, coby łatwiej nam się rozmawiało o łódzkich ulicach. Mapkę zapożyczyłem z http://mapa.lodz.pl/. Specjalnie, chociaż wiem, że wydaje się być nieco mniej czytelna niż google maps. Po prostu wszyscy używają google mapsa, to ja wolę użyć czegoś swojskiego ;). Jak klikniecie to się powiększy, będzie łatwiej się zorientować.


Oto Łódź i jej ogólnie pojęte centrum. Przyjmijmy, że ten obszar wyznaczają ulice - na północy Lutomierska i Wojska Polskiego (troszkę poza granicą wrzuconej mapki), na zachodzie Al. Włókniarzy i Jana Pawła II, na południu Wróblewskiego - Czerwona - Przybyszewskiego (też poza mapką), na wschodzie - Rydza Śmigłego - Kopcińskiego - Palki.

Przyjmijmy, bo wyznaczenie centrum w Łodzi należy do wyjątkowo paskudnych zadań. O tym jednak w następnej części, o zabudowie miasta. Niech to jednak świadczy o tym, że zorientować się w tym szaleństwie nie jest łatwo.

Co rzuca się w oczy tuż po spojrzeniu na mapkę, to spore zagęszczenie ulic na zachód i północny wschód od Piotrkowskiej. Wydaje się to logiczne, bo przecież mowa o najściślejszym centrum miasta i tak być powinno. Zwróćcie jednak uwagę, że więcej jest ulic o przebiegu południkowym (czyli z północy na południe :)). Tak jakby ktoś nienaturalnie "rozciągnął" plan miasta w tym kierunku.

Sytuacja ta tyczy się zarówno zachodniej, jak i wschodniej części centrum. Zerknijcie jednak, że po prawej stronie, tak jakby wszystkie te ulice ucinały się w jednym miejscu i po chwili przerwy biegły dalej. Tworzy się biała plama. Ta biała plama to linia kolejowa, kończąca się dworcem Łódź Fabryczna. Dziś chowamy ją pod ziemię i spróbujemy przebić się górą, ale do tej pory rozrywała ona miasto na dwie części. Fatalna sprawa...

Co gorsza. Nie tylko te ulice, które "zamyka" Fabryczna urywają się nagle. Przykłady? Proszę bardzo. Gdańska na północy, przy Ogrodowej, Wólczańska na północy przy Próchnika, Kościszki na południu przy Radwańskiej, czy nawet Sienkiewicza w ścisłym centrum, przy Narutowicza. Czy to jakiś labirynt? No chyba, zerknijcie na zachodnie zakończenie Próchnika. Nagły skręt w lewo i jedziemy już Lipową... Dziwoląg na dziwolągu dziwolągiem pogania.

Lipowa/Próchnika fot. http://kaarolcia26.pinger.pl/p/70
Skąd takie "uliczne jajca"? Wspomniałem w części pierwszej i dużo razy wspomnę w części czwartej, że Łódź do pewnego momentu korzystała z uroków budowy miasta na "surowym korzeniu". Można było wszystko zaplanować, wymierzyć, wyliczyć. Później niestety, została zostawiona sama sobie. Wytyczanie nowych ulic kłóciło się z przebiegami tych starych, działki dzielono jak wygodnie, a jeśli ktoś się zaparł, to na końcu postawił kamienicę i najpiękniejsze nawet plany szlag trafiał. Istny żywioł to stworzył, dlatego dzisiaj poruszanie się po Łodzi to też istny żywioł :).

Łódzkie korki fot. www.fakt.pl
Z północy na południe powinno być łatwo się przedostać, skoro tyle ulic ma południkowy przebieg. Niestety, nic z tego, większość jest "zatkana". De facto, jedyną śródmiejską ulicą, jaką przepchasz się wędrowcze z Chojen na Bałuty jest Kilińskiego. Jedna ulica w ośmusettysięcznym mieście! To znaczy, przepraszam, wprowadzam w błąd. Wędrowiec przepcha się Piotrkowską i Nowomiejską. Kierowca niestety nie, bo pół Pietryny jest deptakiem.

ul. Kilińskiego fot. wiadomosci24.pl
Zostają trasy szybkiego ruchu - krajówki 1 i 14. Fajnie obiegają miasto, pozwalając teoretycznie szybko dostać się wszędzie, unikając śródmiejskiego ścisku. Niestety, krajówki mają to do siebie, że są krajówkami. Pędzi nimi tranzyt, który skutecznie zapycha, już i tak oblegane arterie. Do tego jeszcze, żadna z tych dróg nie jest bezkolizyjna. Co to oznacza? Ano tyle, że na każdym skrzyżowanku postoimy sobie na światłach, bo przecież inaczej to byśmy się pozabijali...

al. Śmigłego-Rydza fot. lodz.naszemiasto.pl

al. Włókniarzy fot. www.kemy.pl
To może zamiast z Chojen na Bałuty, to chociaż z Retkinii, albo Teofilowa na Widzew? Znów look na mapkę i tu dopiero mamy dramat. Jedna, jedyna całkowicie prosta droga między zachodem, a wschodem, to słynna już, remontowana właśnie, trasa W-Z. Oczywiście, równie poszatkowana światłami, co wcześniej wymienione... Zbudowana w latach 70. XX w. arteria to jedyna opcja, która, co gorsza, łączy ze sobą tylko Retkinię z Widzewem.  Teofilów jest skazany na pchanie się przez centrum, albo dobijanie do wuzetki wspomnianą już Włókniarzy. Armageddon na co dzień, a co dopiero teraz w trakcie remontów...

Trasa W-Z w trakcie remontu fot. www.skyscrapercity.com
Czemu z zachodu na wschód też tak blado? Głównie dlatego, że Łódź z ciągnącego się z północy na południe węża, w całkiem kształtne jabłuszko zmieniła się stosunkowo niedawno, bo dopiero w połowie XX wieku. To wybudowanie gigantycznych blokowisk na Retkinii i Widzewie sprawiło, że Łódź to bardziej okrąg niźli prostokąt. Nikt nie projektował i nie planował ulic, które mogłyby przebić się równoleżnikowo, bo i po co? Przecież tam wtedy były tylko lasy i wsie, na co komu komunikacja z lasami?

Swoją drogą "Retkę", "Teofkę" i Widzew pięknie odcinają także linie kolei obwodowej, której zalety powoli zaczynamy zauważać dopiero teraz... Nadrabiamy dziś dwa stulecia opóźnień i zaniedbań, do tego pracując na żywym organizmie...

Najfajniejsze w tym wszystkim są dwie kwestie. Po pierwsze - remont trasy W-Z, ma być lekiem na zapchane Mickiewicza i Piłsudskiego, ale niczego nie rozwiąże, jedynie odsunie korki troszkę bardziej na wschód. Ruch ma iść pod ziemią, ale jedynie do Kilińskiego (patrząc od zachodu, w tym kierunku było zazwyczaj najgorzej). Tam wyładuje się znów na powierzchnię i klops...

Po drugie - cudujemy z rozwiązywaniem tej katastrofy komunikacyjnej, nie czekając na zbudowanie kluczowej z punktu widzenia tranzytu autostrady A1. Może się okazać, że odciążenie Łodzi od "przelotówek", sprawi że system okaże się całkiem sprawny i wydajny. Łatwo policzyć jak dużo aut na obcych "blachach" szczelnie dopełnia nasze drogi... W każdym razie efekt poznamy dopiero w przyszłym roku.

Jak zapewne zauważyliście, rozpatrywałem komunikacyjność Łodzi pod względem samochodów. A co z transportem miejskim, a szczególnie słynnymi, łódzkimi tramwajami? Otóż powiem tak - są, ale niewiele do gadania mają. No bo tak - ze wschodu na zachód - prawie tylko trasą W-Z. W centrum robi się ciasno, bo jeździ kilka linii po jednym torowisku. Na Pomorskiej jest linia, ale korki są tam niewyobrażalne. Na Zielonej też słabo, dopiero na Narutowicza za Kilińskiego można się rozpędzić. To już jednak trochę za daleko od centrum...

fot. www.komunikacjazbiorowa.pl
Dalej - z północy na południe - mamy linie na Gdańskiej, Kościuszki i Kilińskiego. Jedynie na Kościuszki torowisko jest całkowicie wydzielone od ruchu samochodowego. W pozostałych przypadkach tramwaje, współtworzą korki z autami, czyli to też nie działa. Do tego miasto polikwidowało linie, które łączyły poszczególne nitki (tak jak na ten przykład na Czerwonej i Wróblewskiego), więc ewentualnych awarii nie ma jak omijać.

Poza tym - wbrew temu co się mówi, komunikacja tramwajowa nie ma u nas priorytetu i tramwaje tkwią grupami w korkach przed światłami, chociaż to one miały mieć absolutne pierwszeństwo...

O stanie nawierzchni i torowisk, to momentami aż żal wspominać. Niech za przykład posłużą ulice Legionów i Dąbrowskiego. Cud, że to jeszcze się nie zapadło pod ziemię... ze wstydu.

Torowisko na Dąbrowskiego fot. www.komunikacjazbiorowa.pl
To może coś pozytywnego o łódzkich ulicach? Będzie mi naprawdę trudno. Problem jest taki, że w zasadzie poza Piotrkowską, wszystkie pozostałe to istne pandemonium. W Śródmieściu uliczki są wąziutkie, pozastawiane zaparkowanymi autami, pełne pędzących jeden za drugim pojazdów. Do tego tłumy pieszych gnieżdżących się na chudziutkich chodniczkach... Co z tego, że w wielu miejscach jest ładnie i klimatycznie, skoro strach się gdziekolwiek zatrzymać i porozglądać. Znów powraca problem braku jednego głównego rynku/placu, który troszkę uspokajałby tę transportową kakofonię... Nawet deptak na Piotrkowskiej ma przekichane, bo co chwilę skrzyżowania i kolumny aut ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód...

Pod tym względem Łódź to, niestety, dno. Wątpię czy da się to poprawić, bez gigantycznych naruszeń oryginalnej tkanki miejskiej. Raczej nikt się na tak karkołomne zadanie nie zdecyduje. Cała nadzieja w zmianie mentalności, że auta są jedynym słusznym środkiem komunikacji... Jednak w takie cuda ja nie wierzę.

Żeby jednak nie było wszystkim smutno, na koniec uraczę Was obrazkiem z google street view, który, mam nadzieję, poprawi humory.

Bo nie wierzę, że nie poprawi Wam humoru widok ulicy Szczęśliwej!


No co jak co, ale ulice to nam się, Łodzianie, nie udały...

niedziela, 26 lipca 2015

Najważniejsze?, czyli rynki. (Miasto zasadom wbrew - cz 2.)

Wrocław? Zajrzyj koniecznie na rynek! Kraków? Wawel Wawelem, ale znajdź też chwilę, żeby zobaczyć kościół Mariacki - na rynku! Poznań? Koziołki na ratuszu, oczywiście na rynku! Łowicz? Zobacz koniecznie oba rynki - i ten stary i ten nowy! Łódź?

Ups.

No wiesz, jest i Stary Rynek i Nowy, co się Placem Wolności zowie i słynny Bałucki... Hm, a musisz? Nie lepiej na Piotrkowską zawitać?

Mamy w Łodzi z rynkami problem. Jest ich dużo, w różnych miejscach i różnej wielkości. Niestety żaden z nich nie gra tak istotnej roli jak w wymienionych przeze mnie wcześniej miastach. Dlaczego? To jaką w takim razie funkcję pełnią albo pełniły? No i skoro nie służą tak jak służyć powinny, to co pełni ich rolę?

Zanim odpowiemy sobie na te pytania zapraszam na małą rewię rynkowej mody w wydaniu łódzkim!

Ostrzegam - będzie dziwacznie!

Kobiet się o wiek nie pyta, ale rynek to pan, więc możemy pozwolić sobie zapytać o wiek. Pan jest najstarszy? To zapraszamy na początek, proszę się nie wstydzić!

O Starym Rynku w Łodzi pisałem już wcześniej, więc teraz tylko kilka słów w ramach powtórki tamtej lekcji. Najstarszy łódzki rynek, związany ze średniowieczną łodzią. Jak już zostało wspomniane w części pierwszej, Łódź w tamtym czasie metropolią nie była. Miało to oczywiście przełożenie na rynek, który może i dość sporych rozmiarów jest (105x85 metrów), ale nigdy nie gościł wspaniałych budynków i nie był miejscem doniosłych wydarzeń. Ot, był sobie i jest. Dziś zepchnięty jest na absolutny margines, władze udają, że robią coś żeby go ożywić, ale prawda jest taka, że nikt nie robi w tym kierunku nic... Nie dziwi więc sielankowy obraz w jakim go uchwyciłem w niedzielę, w porze obiadu...


No to skoro nie Stary, to może spróbujemy z Nowym? Plac Wolności jest wyjątkowy, bo ośmioboczny. To już coś. Stanowił centralne założenie nowej osady fabrycznej, wybudowano na nim ratusz i kościół ewangelicki pw. świętej Trójcy. Poza tym postawiono jatki rzeźnicze i piekarskie, a plac zamiast zyskać rolę reprezentacyjną pełnił rolę targowiska. Dopiero z czasem zyskał na znaczeniu i zabudowie. Postawiono tu budynek szkoły, kościół rozbudowano do ogromnych rozmiarów, po I Wojnie Światowej dostał obecną nazwę i słynny pomnik Kościuszki.


 Mimo to nigdy nie stał się miejscem ważnym, czy to ze względów reprezentacyjnych czy społecznych. Dziś uwagę powinny przykuwać... dwa bloki mieszkalne i szklany "klocek" mbanku. Powinny, bo zazwyczaj łodzianie skupiają się raczej na uciekaniu przed krążącymi po rondzie, jakim jest de facto Plac Wolności, tramwajami i samochodami. Także nie dość, że nic tu do siebie nie pasuje, to jeszcze jest niebezpiecznie. Chaos, który nie zachęca, żeby zostać tam na chwilkę dłużej i zająć się czymś więcej niż szybką fotką Kościuszki, bo wypada.


Miasto obiecuje zmienić ten stan, pomysłów są miliony, lepsze i gorsze, żaden póki co nie realizowany. Zmarnowany potencjał.

Ten stary i zaniedbany, tamten nowy, ale jakiś niegościnny... Może jednak mamy jakiś przyjemniejszy dla oka i duszy?

Mamy. To znaczy moglibyśmy mieć. 

Plac Dąbrowskiego. Rewelacyjnie zlokalizowany, przy budującym się dworcu, niedaleko od Piotrkowskiej, ładnie zabudowany monumentalnym Teatrem Wielkim, gmachem Sądu Okręgowego i Apelacyjnego, Collegium Anatomicum (dawny Przytułek dla Starców i Kalek) i modernistycznymi oraz secesyjnymi kamieniczkami. Śliczny. Do tego jeszcze wyremontowany!




Niestety to ostatnie do nie atut. Czar pryska, kiedy widać to...


Pieszczotliwie nazywana waginą miejską fontanna, to wynik próby ożywienia placu - kiedyś był tu po prostu parking. Wymieniono nawierzchnię, postawiono fontannę z bajerami typu światło i dźwięk - miało byś super. Niestety, ktoś nie odrobił lekcji i fontanna wygląda co najmniej komicznie, nie jest ani ładna ani efektowna (a można było zrobić Wrocław w mniejszej skali...), a plac jest po prostu martwy. Miejsce, które prosi się o postawienie ogródków, ławeczek, efekciarskich miejski mebli jest całkowicie puste. Dlaczego? Otóż, ponoć umowa z wykonawcą została tak skonstruowana, że gwarancja na nawierzchnię będzie obowiązywać, jeśli nie będzie na niej nic stać...

Żenada. Zmarnowane miejsce i potencjał. Mnie jest po prostu przykro, bo uwielbiam ten plac, a biegnącą po południowej stronie ulicę Narutowicza uważam za najładniejszą w Łodzi. Takie rzeczy tylko w Polsce...


No i cóż, właśnie wytrzaskałem się z trzech najważniejszych rynków Łodzi, każdy z potencjałem, każdy zmarnowany i funkcjonalnie bezużyteczny. Mamy jednak kilka innych ryneczków. Czy uratują honor większych kolegów? Niestety nie.

Nie wymagajmy, na ten przykład, żeby reprezentacyjne i społeczne funkcje pełnił Plac Katedralny im. Jana Pawła II... Fakt faktem - jest ładny. Zadbany, z efektowną neogotycką świątynią, Pałacem Biskupim i Wyższym Seminarium Duchownym (dawnym szpitalem), pomnikami ks. Ignacego Skorupki i Jana Pawła II i wreszcie Grobem Nieznanego Żołnierza. Nie przyciągnie tu jednak masa ludzi, żeby się spotkać, jest stosunkowo mała szansa, że ktoś z przyjezdnych tu zajrzy - nie każdego jarają budynki sakralne. Miejsce ważne, ale jako główny rynek miasta - odpada.




Został mi jeszcze marginalny Plac Reymonta, z pomnikiem pisarza, wielkim oszklonym biurowcem i ogołoconym z ozdób dawnym pałacem Geyera. Ludzie przemykają przez ten plac, pędząc na przystanek tramwajowy, albo gnając gdzieś dalej Piotrkowską, mało kto się tu zatrzyma. Zresztą - to już w zasadzie prowincja, kiedyś niewiele dalej na południe biegła granica miasta. Ot, nic nie znaczący placyk, pozostałość po dawnym targowisku.


Gdyby zerknąć na mapę Łodzi jest jeszcze kilka rynków. "Kultowy" Bałucki czy malowniczo nazwany Czerwony, to pozostałości z czasów, kiedy mieliśmy większe przedmieścia niż miasto. Od zawsze były tam targowiska i tak już zostało. Kiedyś były ciekawe ze względu na osobliwy folklor setek straganów, dziś stoją tam betonowe kloce, czyli hale handlowe.



Nie wymieniłem oczywiście wszystkich rynków, placów i placyków Łodzi, chociażby pominąłem Plac Zwycięstwa (dawny Wodny Rynek) czy Plac Barlickiego (znany także jako Rynek Wiązowy lub Zielony). Sporo tego jest, ale co z tego, skoro ani jeden nie pełni tak istotnej roli jak powinien?

No i co w takim razie tę rolę pełni?

Otóż w moim kochanym mieście najważniejsza była i jest... ulica. Piotrkowska, bo o niej oczywiście mowa, to miejsce najważniejsze ze względów reprezentacyjnych i społecznych. Tu mieści się Urząd Miasta, tu mamy setki knajp, pubów, sklepów czy banków. Czy to normalne? Jesteśmy w Łodzi, więc nie ;).

My mamy kryptorynek, skamuflowany i przebrany za ulicę. Walnęliśmy sobie najdłuższy rynek w Polsce, a pewnie i na świecie! Absurdalnie podłużny i absurdalnie do swojej roli nie pasujący. Przede wszystkim dlatego, że taki układ (ulica w centrum zainteresowania) jest typowy dla wsi. Niestety, ale tak się Łódź budowała - jako rozrośnięta wiocha. Dzięki temu mamy patologicznie wydłużone na linii północ - południe "city". Rodzi to oczywiście problemy z komunikacją, zarówno w kwestiach "dojazdu do" jak i poruszania się wewnątrz.

Ulica to nadal ulica, powinna być miejscem ruchu, a nie rynkiem. Z funkcji społecznej wywiązuje się słabo, bo nie kumuluje ludzi w jednym miejscu. Przez to nie mamy chociażby tylu ulicznych grajków, bo trudno o złapanie publiki, skoro każdy pędzi dalej, jak to na ulicy. Powiedz komuś, że widzicie się na Piotrkowskiej, a później szukajcie na pięciu kilometrach - powodzenia! We Wrocławiu mówisz Rynek, myślisz Rynek, wiesz gdzie to jest, jak tam trafić i, że tam toczy się życie całego miasta. W Łodzi niestety trzeba się nakombinować.

Czy można temu zaradzić? Myślę, że tak, ożywiając w sensowny sposób, któryś z trzech pierwszych rynków. Największy potencjał wydaje się mieć Plac Dąbrowskiego, bo nie wierzę, że jakakolwiek władza pogodzi się z utratą wartości komunikacyjnych Placu Wolności. A Stary Rynek jest według mnie zbyt kameralny, żeby przejąć chociaż część roli Pietryny. Czy coś się uda zmienić w tej kwestii? Może po wybudowaniu Fabrycznego... Póki co musimy zadowolić się tym co mamy. Bo to co my mamy, tego nie ma nikt!