niedziela, 27 maja 2018

Dlaczego wolę niszę | Kraków | [WŁÓCZYKIJ #24]

Jeśliś Czytelnikiem, który regularnie śledzi moje posty, zauważyłeś zapewne, że dawno Włóczykija nie wrzucałem. I całkiem słusznie zauważyłeś. Na wycieczki zwyczajnie nie mam czasu. Ciężko mi o wolny dzień podczas którego mógłbym spakować sobie do plecaka wodę, zarzucić torbę z aparatem i pofrunąć gdzieś w teren. Skłamałbym pisząc, że mi tego nie brakuje. No brakuje bardzo, ale jeszcze przyjdzie czas. Jednak w międzyczasie...

...ze względu na konieczność odebrania pakietów (dla mnie i Taty) na Cracovia Maraton wybrałem się do historycznej stolicy Polski i postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym - odebrać pakiety i zrobić sobie Włóczykija. W Krakowie byłem dotychczas trzykrotnie, z czego raz jak miałem kilka lat i nic nie pamiętam, drugi raz kiedy byliśmy z kumplami na koncercie i byłem tak zainteresowany krajoznastwem jak zeszłorocznym śniegiem i trzeci raz na studiach i też nic nie pamiętam było to zwiedzanie, z którego niewiele zapamiętałem (i wcale nie z tego powodu co myślicie ;); po prostu wciąż nie poświęcałem temu takiej uwagi jak teraz). Zapamiętałem, że jest całkiem ładnie, "starówkowo" i... właściwie tyle.


poniedziałek, 23 kwietnia 2018

17. Cracovia Maraton

Są naukowcy, którzy twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak "zmęczenie". Ich zdaniem organizm człowieka ma dalece większe możliwości niż wskazywałyby na to wskaźniki (na przykład badania wydolnościowe) i są one właściwie nieograniczone. Mechanizm nazywany "zmęczeniem" istnieje po to aby mimo wszystko oszczędzać "osprzęt" i nie eksploatować go nadmiernie. Ot, taki zdroworozsądkowy zawór bezpieczeństwa. Według tej teorii najlepsi różnią się od pozostałych właśnie poziomem "oszukiwania" tego mechanizmu.

Po co Wam to właściwie piszę, skoro teoria ta wydaje się być dość naciągana i dla mnie raczej mało wiarygodna (choć na pewno w jakimś stopniu wysoki poziom wytrenowania sprawa znacznie większą odporność fizyczną i psychiczną na ból i zmęczenie)? Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na fakt, że według tej tezy (i wielu innych) większość zawodów sportowych rozgrywa się nie na bieżni czy boisku, ale w głowach uczestników.



sobota, 21 kwietnia 2018

Krok ku Koronie w Mieście Królów

Właściwie to powinienem już być dwa tygodnie "po". Chociaż nie. Jak dobrze sięgnę pamięcią to powinienem być tydzień "po" i mieć na koncie debiut z Kubą. Chociaż nie. W sumie to powinienem biec gdziekolwiek, byle zbliżało mnie to do zejścia poniżej trzech godzin.

Jakiś czas temu napisałbym, że paskudne życie jak zwykle brutalnie weryfikuje mniej i bardziej ambitne plany. Że zeszłoroczny maraton bez pardonu zweryfikował moje ambicje na żyłowanie życiówki. Że właściwie to biegam jeszcze tylko dlatego, że po tylu latach głupio przestać. Właściwie to między ubiegłorocznym półmaratonem w Piotrkowie miałem jeden, diablo ambitny cel - 3,7 kilometra na Business Run'ie. Trochę mało.


sobota, 14 kwietnia 2018

Co?

Soczyste światło chylącego się powoli ku zachodowi słońca odbijało się od białych ścian lokalu, w którym sączyłem New England IPA przerzucając powoli kolejne strony książki geniusza pióra z Meksyku. Knajpa trąciła nieco współczesnym, pretensjonalnym fermentem hipsteryzmu, z tymi wielgachnymi, nagimi żarówkami i otynkowanym murem na światłach, ale z przyjemnością zdecydowałem się na ten lokal bo: dobrze widziałem litery na stronach powieści i wszechobecna, ciepła biel, podkreślona ciemnymi akcentami, znakomicie komponowała się z kolorem piwa, na które miałem dziś ochotę. A warto Wam wiedzieć, że bez wielkiego trudu znajdziecie w dobrych sklepach takie, które wyglądem przypomina sok pomarańczowy, pachnie owocami, smakuje owocami, a nie ma w składzie ani cholernego grama owocu.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Dyktando

Jak to jest z Tobą, Czytelniku? Lubisz tak zwany "feedback", czy nie do końca? Opinie innych ludzi Cię zachęcają czy zniechęcają? Potrzebujesz być chwalonym, czy może lepiej Ci robi wbicie szpilki? A kiedy szukasz wsparcia, to rozglądasz się raczej za gotowym rozwiązaniem, czy inspiracją?

Nie należę do ludzi typu "specjalista". Rzekłbym, że w jakimś stopniu uosabiam myśl Wilde'a (którego notabene jeszcze nie miałem okazji czytać, ale cytat znam - jakby na potwierdzenie ;)), że powierzchowność jest najgorszą z wad. To się zmienia, ale wiem, że nigdy nie zmieni się do końca - interesuje mnie dosłownie wszystko. Jeśli coś mi się nie podoba, ale mnie interesuje drążę temat tak długo, aż nauczę się podejścia dzięki któremu zaczynamy się lubić. Kocham eksperymenty, ale jako naukowiec bardziej byłbym efekciarski i elokwentny jak prowadzący "Pogromców mitów", aniżeli dokładny i metodyczny jak jakiś geniusz z CERN.

środa, 7 marca 2018

Światło

Co daje światło? Właściwie to wszytko. Daje wzrok. Daje kolory. Daje orientację.

Daje też konteksty. I, przede wszystkim, daje piękno.

piątek, 2 marca 2018

Grodziski Porter

Zima w Polsce. Noc. Kryształowo czarna. Mróz na dwie cyfry. I do tego jeszcze światło księżyca - trupie, ale mocne, jakby skumulować światło wszystkich jarzeniówek w jednym miejscu. Ten szpitalny rodzaj jasności. Mglisty, rozbielony, pachnący chemikaliami.

Powietrze byłoby czyste i pewnie pachniałoby mrozem. Mnie ten zapach wydawał się zawsze... wiśniowy. Zresztą - mniejsza z tym. Dzisiejsza noc nie pachniała wiśniami. Nie pachniała nawet nocą. Damn, jesteśmy w Łodzi, więc nietrudno się domyśleć, że kominy tutaj dymią. Dawniej związane to było z fabrykami, dzisiaj - z pieprzoną polską mentalnością i puszczaniem z dymem całego syfu, jaki tylko uda się zebrać.

środa, 28 lutego 2018

Pociąg do nie-banału | Skierniewice - Żyrardów | [WŁÓCZYKIJ #23]

Zima powinna być zimą i kropka. Powinno być zimno na poziomie -10/-15, dużo śniegu i najlepiej jak najwięcej krystalicznie czystego, "mroźnego" słońca. Jeśli się nie da i ma być na plusie, to niech sobie będzie od grudnia do lutego +5 i tyle. To co mamy od kilku lat to jakaś mało śmieszna parodia. Jednego dnia tak, drugiego siak, a trzeciego jeszcze inaczej. W styczniu powietrze pachnie wiosną, a za chwilę dowala mróz, który trzyma przez dobę, po czym odpuszcza. I tak w kółko.

Nie dziwię się, że od paru lat jak startuje fala chorowania to nie oszczędza nikogo. U mnie w rodzinie zaczęło się chyba od Taty, później zaraziła się Mama, następnie Kuba, od Kuby Dominika, a ostatnim bastionem pozostałem ja. Możliwe, że chroniła mnie adrenalina, bo pozostawałem aktywny - jeździłem do pracy rowerem, biegałem, a w robocie sporo się działo. Nie mniej jednak czekałem już z niecierpliwością na dłuższe wolne. Miałem mieć wreszcie sposobność do zrealizowania Włóczykija numer jeden w 2018 roku. Plan minimum zakłada przynajmniej tyle samo wycieczek co rok temu, więc aby go zrealizować muszę robić od lutego do grudnia co najmniej dwa Włóczykije na miesiąc.

Wejście na dworzec w Skierniewicach od strony peronów.

piątek, 23 lutego 2018

Angielskie śniadanie

Mieliśmy się kiedyś spotkać w angielskim pubie. Długo pisaliśmy ze sobą, zazwyczaj wieczorami, niekiedy w te dni kiedy byłem w pracy. Kiedy rozmawialiśmy, gdzieś w głowie słyszałem cudowne śpiewy wyspiarskich kibiców na pełnych po brzegi stadionach i marzyło mi się spotkać z nią po meczu.

Nie będę Wam ściemniał, że jestem ostatnio specjalnie kasiasty. Hajsu styka na bieżące potrzeby, nawet na trochę przyjemnostek, no ale na wycieczkę na wyspy, nawet Ryanair'em - niestety. Pozostało mi dalej skupiać się na mrzonce, albo wziąć sprawy we własne ręce i spróbować czegoś co będzie w zasięgu moich możliwości.

czwartek, 8 lutego 2018

Miłość wrogiem sukcesu

Oczy szkliły jej się kiedy wiatr przenosił zimne wilgotne powietrze tuż nad powierzchnią spracowanej Odry. Rzeka niosła na swoich plecach niezliczone ilości kropel wody i jeszcze więcej ludzkich tęsknych westchnień. Chciała żeby choć jedna łza popłynęła szybko po jej policzku, ale jak na złość żadna nie kwapiła się do zroszenia gładkiej skóry. Była pusta w środku, choć podświadomie czuła, że powinna być wściekła i rozżalona.

Może łatwiej byłoby jej przetrawić to wszystko, gdyby po prostu powiedzieli sobie "do widzenia" i odeszli - każde w swoją stronę. Zamiast tego woleli jednak rozdrapywać świeżą ranę dając sobie setki razy "kolejne, ostatnie szanse". Rozmawiali, tulili się, całowali, kochali, a następnego dnia znów - wrzeszczeli, wściekali i nie rozumieli. W końcu jednemu i drugiemu przestały podpowiadać rozsądek i serce, a zaczął po prostu instynkt samozachowawczy.

Ich związek, zdaje się, zaczynał po prostu zagrażać ich życiu.

Źródło: http://www.1zoom.me/en/wallpaper/496134/z512.9/