poniedziałek, 25 lutego 2019

Winna | Grape Ale - Red

Nie uważam siebie za konserwatystę, ale zazwyczaj nie mam ochoty na eksperymenty. Wolę kawałek dobrze znanego, ale porządnie wykonanego rzemiosła, niż niespodziankę, która równie dobrze może okazać się najlepszym wyborem w życiu, co kompletnym niewypałem. Dobrze wiem, że to ten sam mechanizm co z loterią - znacznie częściej wynik losowania okazuje się zmarnowaną szansą, niż złotym strzałem.

piątek, 8 lutego 2019

Drzewa

Jest taki prześwietny utwór Emila Blefa "Mam taką twarz". Mam właśnie szczerą ochotę zacytować cały, ale muszę ograniczyć się do kilku słów, żeby zostało miejsce na coś mojego.

Chociaż nie... zacznę od czegoś swojego. Od czegoś bardzo mojego. Od... siebie. Jestem solistą. Uwielbiam zajmować się tym, co pozwala mi działać samemu, na moich własnych zasadach. Moimi pasjami są bieganie i pisarstwo, najbardziej samotne z pasji. Rzadko kiedy oglądam się na innych, co nie znaczy, że o nich nie dbam. Raczej - nie przyglądam się ich historiom, nie szukam w nich odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Jakby wszystko co istotne miało się wydarzyć tylko we mnie.

czwartek, 24 stycznia 2019

Popiół

Było w tym mieście kilka takich miejsc, pewnie nadal kilka takich jest, w których powietrze było tak cholernie suche, że miało się wrażenie, że oddycha się kurzem, a zamiast dymu, z papierosów unosi się, wbrew grawitacji, popiół. Siedziałem sam przy dużym stole w takiej właśnie knajpie obracając w dłoni mocne marlboro. Jak Boga kocham, nie potrafię sobie przypomnieć, co spowodowało, że kupiłem mocne papierosy, ale faktem było, że kartonik leżący na stole miał czerwone akcenty. Całkiem nieźle współgrało to z etykietą na szklanej butelce coli, którą sączyłem, kompletnie nie mając na nią ochoty. W ogóle nie zamierzałem sięgać tego wieczoru po alkohol. Wystarczały mi nikotyna i kofeina. I substancje smoliste.

piątek, 4 stycznia 2019

Usta

Ostatnio jeździłem do pracy komunikacją miejską, więc mogłem śmiało wykorzystać późne popołudnie na udanie się do knajpy i wychylenie kieliszka (albo dwóch) porto. Tego dnia cudownie prószył śnieg, zachęcając do spożywania mocnych, rozgrzewających trunków. Nie miałem najmniejszej ochoty być tamtego dnia pijany, bardziej zależało mi na kilku doznaniach sensorycznych, gdzieś na drodze pomiędzy ustami, podniebieniem, przełykiem i żołądkiem, z koniecznym uwzględnieniem pośredniej roli nosa. Innymi słowy - miałem ochotę skosztować coś naprawdę smacznego.

Dostałem napitek w pękatym, niskim, choć pojemnym szkle, w którym wydawało się, że płynu jest niewiele. Miałem jednak tę satysfakcjonującą świadomość, że każda możliwa nutka zapachowa skumuluje się w przestrzeni kieliszka, czekając na pochylenie się nad nią i przeżycie dzięki niej cudów rozkoszy. Podłożyłem pod naczynie kilka serwetek i, póki co, bawiłem się trunkiem kręcącym się po ściankach to w lewo, to w prawo, w zależności od tego, który kierunek mu nadawałem. Wreszcie zdecydowałem się na degustację.

Wino było przyjemnie i dość zaskakująco słodkie. Zamknąłem na chwilę oczy. Smak trunku przypominał mi pocałunek. Rzadko kiedy się nad tym zastanawiałem, ale Twoje usta wydawały się mieć podobny smak. To jest cholernie ciekawy temat. Czy kobiece usta zawsze smakują w ten sam sposób? Wydają się być czymś doskonałym i niezmiennym. Jakby były stworzone tylko to tego, by zetknąć się z ustami jakiegoś mężczyzny.

Och, ileż to razy przychodziło mi zastanawiać się czy to Twój naturalny smak i zapach, czy to grają konteksty - to czym nasiąkła Twoja skóra przez cały dzień; aromat perfum - Twoich, moich, zapach miasta, którym spacerowałaś przed południem, kawa którą piłaś przed spotkaniem ze mną i pasta, którą się posilałaś. Nie chcę nigdy znać odpowiedzi na tę wątpliwość. Wolę się domyślać.

Dalej bawiłem się zawartością kieliszka, z rzadka biorąc kilka kropel trunku do ust. Byłem świadomy, że jest dość mocny i może mnie wprowadzić w stan, w którym nie do końca chciałbym być. Aktualnie było mi bardzo komfortowo, ciepło i wygodnie i nie chciałem tego zmieniać w żaden sposób. Miałem wrażenie, że staję się coraz bardziej czuły. Dobrze mi z tym.

Lubię okazywać Ci czułość. Ogromną przyjemność sprawiają mi te wszystkie muśnięcia, uciśnięcia, objęcia i, zawsze, zatopienie jednej z moich dłoni w Twoich rozpuszczonych włosach. Czasem mam tylko wrażenie, że chociaż sama oczekujesz ode mnie tej czułości, tych wszystkich gestów i geścików, to w gruncie rzeczy sama cierpisz na jej upośledzenie. Niekiedy, naprawdę z rzadka, myślę czy to nie kwestia tego, że Twoja skóra jest gruba i twarda jak kora drzewa. I jedynym co rzeczywiście czyni ją wrażliwą jest żywy ogień.

Tak często sięgasz po mnie jak po dobrą literaturę i czytasz w taki sposób, jaki jest dla Ciebie najwygodniejszy. To nawet dość zabawne, bo od zaklinania słów jestem w tym wszystkim ja. I już żadne z nas nie wie, który z czarów działa na kogo. Oboje jesteśmy tak samo zauroczeni. Nie próbuj udawać, że masz jakąś wrodzoną odporność na to wszystko. Córeczko, nigdy nie będziesz większym od mężczyzny skurwysynem, nawet jeśli myślisz, że to tylko moja gra słów.

Przesunąłem palcem po rancie kieliszka. Kiedy patrzyłem za okno, wydawało mi się, że jestem tak odległy, nawet od siebie. Miałem to paskudne poczucie nierealności, nieobecności, które sprawia, że łatwo oddalić się od "dziś" i "tutaj". Podświadomość niecnie podsuwa skojarzenia, łatwo zachęcające wyobraźnię do ucieczki w inne miasta, krainy i ramiona. Ja już przestałem zastanawiać się gdzie rzucił mnie los u progu wędrówki. To wydaje się mieć wszelkie znamiona loterii, a mnie nie kręci hazard. Och, jestem graczem, ale prowadzę rozgrywkę dla samej gry. Nie potrzebuję nagrody, żeby wiedzieć kiedy wygrałem, a kiedy przyszła bessa.

Wziąłem ostatni łyk porto. Stopa kieliszka stuknęła o blat. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem, kiedy pociągnąłem je do siebie. Powietrze niosło mróz i wilgoć. Było mi wciąż ciepło i komfortowo, ale wiedziałem, że moje mięśnie będą musiały napracować się, żeby zostawić pod kurtką choć odrobinę tego luksusu.

Zdjęcie pożyczyłem od Ilya Kuvshinov, którego rysunki uwielbiam https://www.artstation.com/kuvshinov_ilya

środa, 19 grudnia 2018

Kazałeś?

Kazałeś mi biec. Nie pamiętam dokładnej daty, nawet nie przypomnę sobie roku, ale... to był dla mnie imperatyw. Biec. Wtedy chciałem uciec. Wiesz dobrze, jak długo pragnąłem TYLKO uciekać. Pędziłem przed siebie jakby goniła mnie wataha psów (tfu!). Wiedziałem zbyt dużo w czasach kiedy nie miałem jeszcze jakiejkolwiek jednoznacznej wykładni. Musiałem szukać sposobu nie mając pojęcia o metodyce. Nie dziwię się sobie, że w tej burzy marzyłem biec tak daleko, aż wreszcie znalazłbym się na obsianym żytem polu, dotknął napęczniałych kłosów i uśmiechnął się wreszcie do kochanego, błękitnego nieba.

piątek, 7 grudnia 2018

Impresja 4

Och, jesteś. Dobrze Cię widzieć. Zostaw płaszcz w przedpokoju. Co u mnie słychać? Właściwie to najlepiej będzie jeśli sama sobie odpowiesz na to pytanie. Bo w zasadzie to dobrze, że wpadłaś. Mam trochę dość siebie. Może Ty zechcesz pobyć dziś mną?

Rozsiądź się wygodnie na strandmonie. Lubię siadać tam w kącie, przy regale z książkami. Panuje w tym miejscu literacka aura. Bo chociaż ze mnie, ch... nie literat, to mam chociaż kilka mocnych nazwisk na grzbietach książek.

Jestem taki zmęczony, naprawdę. Może Tobie uda się wyspać za mnie? I nie budzić cały czas w nocy? Czy to przez stres, alkohol czy fazę księżyca... sam nie wiem. Sprawdź to proszę.

Zanim pójdziesz spać możesz przejść się po ulicach tego miasta i poszukać śladów Paryża. Nie wierzysz mi? Są tam, nie ściemniam. Musisz tylko wyostrzyć wzrok na tę kontekstową estetykę. Widoki, powidoki - to przecież miasto awangardy i secesji!

Zapal koniecznie kilka papierosów. Niech to będzie pierwszy w moim życiu tytoń, który będzie smakował tak dobrze, jak apetycznie wygląda jego dym.

Wróć do domu z jedną myślą, z jednym słowem, do którego napiszesz całą historię. Bo moje pisanie to trochę rozbudowana gra w skojarzenia. To trochę muzyka w jaskini, gdzie echo odbija fale dźwiękowe od ścian tworząc wciąż to nowe efekty. Musisz wiedzieć, że wszystko zaczyna się od jednej nutki.

Nie czekaj na wenę. Wena nie istnieje. Jest tylko ciężka praca. Trudna praca. Praca bez widocznego efektu. Praca, która w myśli jest arcydziełem, a stając się słowem i zdaniem nazbyt często nadaje się tylko do tego, by popłynąć w rynsztoku.

Dlatego, spragniona, sięgnij do lodówki po coś naprawdę wytrawnego. I wychyl za wszystkie gorzkie myśli, wszystkie genialne myśli, którym nigdy nie udało się zstąpić do widzialnej rzeczywistości.

Zmęczona, tak naprawdę zmęczona jak ja teraz, wróć do mnie. I zobaczymy co uda nam się na to wszystko zaradzić.


środa, 28 listopada 2018

Impresja 3

Było późno w nocy. Nie pamiętam dokładnie, która godzina? Trzecia? Czwarta? Chyba bliżej trzeciej, takie mam przeczucie. Obudziłem się z cholernie intensywnego snu. Śniły mi się dziesiątki wyrazistych osobowości, ogromne przestrzenie pod moimi stopami i zdarzało mi się mnóstwo sytuacji, które sprawiają, że moje serce zaczyna dudnić w piersi. Kiedy zorientowałem się, że to już jawa, musiałem aż usiąść.

Poprawiłem poduszki i kołdrę. Nie do końca wiedziałem co się dzieje wokół mnie. Dlatego nie pamiętam tej cholernej godziny. Mój mózg pracował intensywnie, jakbym był w środku jakiejś burzliwej dyskusji naukowej. Myśli błyskawicznie uciekły z ciemnego pokoju w kosmos.

To było dziwne uczucie, ale będąc tu gdzie jestem spoglądałem na świat z perspektywy gwiazd. Szybko doznałem tego przytłaczającego poczucia, że jestem tak malutki, a to wszystko dokoła - tak niemożliwie ogromne. Zawsze kiedy łapię tę myśl - boję się w pierwszej chwili, moment później odczuwam swoiste podniecenie, a na końcu... mój mózg synchronizuje się z jakąś uniwersalną falą.

Wszystko wydaje mi się wspólne. Nasze nawyki, nasze problemy, nasze rozterki. Przeżywamy to, każdy z nas każdego dnia. I w tym momencie mam wrażenie, jakbym miał dostęp do tego skarbca doświadczenia. Moje zmartwienia wydają się nagle błahe, a rozwiązania - aż nazbyt oczywiste. Z tej dużej perspektywy przestaję być wyjątkowy. Jestem jednym z wielu. Bezimiennym jak w genialnym "Planscape: Torment".

Łączy nas wiele. Jemy podobne rzeczy w podobnych porach. Spędzamy wolny czas grając w planszówki albo na konsoli. Popijamy colę (nawet ci z nas, którzy prowadzą blogi). Lubimy używki - czy te proste, czy bardziej wyszukane. A po dobrym śnie, uśmiechając się przez zaspane oczy, odczuwamy tę doskonałą ulgę opróżniając pęcherz.

That's funny.

Wyjątkowi jesteśmy tylko w detalach. Tylko pod lupą, a czasem nawet - mikroskopem. Nie pielęgnujemy ich zbyt często, tych atomów. A to nasze dzieci, nasze drobinki, które wymagają stałej opieki.

Oczy zaczęły mi się na powrót kleić. Melatonina i serotonina zaczęły dopaminać... pardon, dopominać się o swoje. Zsunąłem się na powrót do leżenia. Ułożyłem się tak jak uwielbiam, na lewym boku. Zrobiło mi się ciepło i doprawdy znakomicie. Mój umysł znów był przyjemnie otępiały i spokojny. Czułem na sobie spojrzenie gwiazd, które odwiedziłem przed momentem.

Vanitas vanitatum et omnia vanitas brzmiało cichą nutą pośród nocy i miało wyjątkowo radosny wydźwięk. Zasnąłem.

To musiało być bliżej trzeciej, tak sądzę.


poniedziałek, 19 listopada 2018

Minnie

Jechaliśmy pustymi ulicami, nie odzywając się do siebie od dobrej godziny. Miasto zdawało się nie mieć końca. Nie miałem potrzeby nawet zerkać w jej kierunku, sprawiał mi przyjemność sam fakt, że siedzi obok mnie. To trochę banalne stwierdzenie, ale kompletnie nie miałem pojęcia skąd właściwie Minnie wzięła się w moim życiu. W samochodzie poniekąd też. Wlokłem się Pabianicką, zjeżdżając właśnie z trasy donikąd, kiedy napisała mi smsa. Ciężko nie przyznać, że czytam i piszę wiadomości prowadząc samochód. Nie inaczej było tym razem. Odblokowałem ekran, stuknąłem w odpowiednim miejscu i przeczytałem "Hej, czekam przy 28 Pułku Strzelców Kaniowskich. Do zobaczenia, M.".

Psiakrew, cenię ją z tę cholerną interpunkcję i polskie znaki w wiadomości. I to też banał, a pewnie nawet grafomania, ale kto mi zabroni cenić kobietę za przecinki i ogonki przy literkach?

wtorek, 13 listopada 2018

Impresja 2

W powietrzu unosił się ostry zapach siarki. Drewno zapałki powoli tliło się w żywo rozpalającym się kominku. Duże, pełne drewnianych mebli pomieszczenie wypełniło się światłem. Płomienie odbijały się od jego szaro - zielonych tęczówek, kiedy patrzał na nie. Uśmiechał się bardzo nieznacznie. Ciepło ognia rozgrzewało mu zgrabiałe dłonie.



czwartek, 8 listopada 2018

Po trupach

Łatwo Ci odnaleźć się w "dziś"? Mnie nie. Wciąż zanadto dławię się wymiotami "wczoraj", żeby móc choćby zorientować się czy mamy noc czy dzień. Kompasu ani mapy nie odczytam po ciemku. Zgubiłem się. Przykro mi. Tylko... czy to mnie powinno być przykro?