środa, 7 marca 2018

Światło

Co daje światło? Właściwie to wszytko. Daje wzrok. Daje kolory. Daje orientację.

Daje też konteksty. I, przede wszystkim, daje piękno.

piątek, 2 marca 2018

Grodziski Porter

Zima w Polsce. Noc. Kryształowo czarna. Mróz na dwie cyfry. I do tego jeszcze światło księżyca - trupie, ale mocne, jakby skumulować światło wszystkich jarzeniówek w jednym miejscu. Ten szpitalny rodzaj jasności. Mglisty, rozbielony, pachnący chemikaliami.

Powietrze byłoby czyste i pewnie pachniałoby mrozem. Mnie ten zapach wydawał się zawsze... wiśniowy. Zresztą - mniejsza z tym. Dzisiejsza noc nie pachniała wiśniami. Nie pachniała nawet nocą. Damn, jesteśmy w Łodzi, więc nietrudno się domyśleć, że kominy tutaj dymią. Dawniej związane to było z fabrykami, dzisiaj - z pieprzoną polską mentalnością i puszczaniem z dymem całego syfu, jaki tylko uda się zebrać.

środa, 28 lutego 2018

Pociąg do nie-banału | Skierniewice - Żyrardów | [WŁÓCZYKIJ #23]

Zima powinna być zimą i kropka. Powinno być zimno na poziomie -10/-15, dużo śniegu i najlepiej jak najwięcej krystalicznie czystego, "mroźnego" słońca. Jeśli się nie da i ma być na plusie, to niech sobie będzie od grudnia do lutego +5 i tyle. To co mamy od kilku lat to jakaś mało śmieszna parodia. Jednego dnia tak, drugiego siak, a trzeciego jeszcze inaczej. W styczniu powietrze pachnie wiosną, a za chwilę dowala mróz, który trzyma przez dobę, po czym odpuszcza. I tak w kółko.

Nie dziwię się, że od paru lat jak startuje fala chorowania to nie oszczędza nikogo. U mnie w rodzinie zaczęło się chyba od Taty, później zaraziła się Mama, następnie Kuba, od Kuby Dominika, a ostatnim bastionem pozostałem ja. Możliwe, że chroniła mnie adrenalina, bo pozostawałem aktywny - jeździłem do pracy rowerem, biegałem, a w robocie sporo się działo. Nie mniej jednak czekałem już z niecierpliwością na dłuższe wolne. Miałem mieć wreszcie sposobność do zrealizowania Włóczykija numer jeden w 2018 roku. Plan minimum zakłada przynajmniej tyle samo wycieczek co rok temu, więc aby go zrealizować muszę robić od lutego do grudnia co najmniej dwa Włóczykije na miesiąc.

Wejście na dworzec w Skierniewicach od strony peronów.

piątek, 23 lutego 2018

Angielskie śniadanie

Mieliśmy się kiedyś spotkać w angielskim pubie. Długo pisaliśmy ze sobą, zazwyczaj wieczorami, niekiedy w te dni kiedy byłem w pracy. Kiedy rozmawialiśmy, gdzieś w głowie słyszałem cudowne śpiewy wyspiarskich kibiców na pełnych po brzegi stadionach i marzyło mi się spotkać z nią po meczu.

Nie będę Wam ściemniał, że jestem ostatnio specjalnie kasiasty. Hajsu styka na bieżące potrzeby, nawet na trochę przyjemnostek, no ale na wycieczkę na wyspy, nawet Ryanair'em - niestety. Pozostało mi dalej skupiać się na mrzonce, albo wziąć sprawy we własne ręce i spróbować czegoś co będzie w zasięgu moich możliwości.

czwartek, 8 lutego 2018

Miłość wrogiem sukcesu

Oczy szkliły jej się kiedy wiatr przenosił zimne wilgotne powietrze tuż nad powierzchnią spracowanej Odry. Rzeka niosła na swoich plecach niezliczone ilości kropel wody i jeszcze więcej ludzkich tęsknych westchnień. Chciała żeby choć jedna łza popłynęła szybko po jej policzku, ale jak na złość żadna nie kwapiła się do zroszenia gładkiej skóry. Była pusta w środku, choć podświadomie czuła, że powinna być wściekła i rozżalona.

Może łatwiej byłoby jej przetrawić to wszystko, gdyby po prostu powiedzieli sobie "do widzenia" i odeszli - każde w swoją stronę. Zamiast tego woleli jednak rozdrapywać świeżą ranę dając sobie setki razy "kolejne, ostatnie szanse". Rozmawiali, tulili się, całowali, kochali, a następnego dnia znów - wrzeszczeli, wściekali i nie rozumieli. W końcu jednemu i drugiemu przestały podpowiadać rozsądek i serce, a zaczął po prostu instynkt samozachowawczy.

Ich związek, zdaje się, zaczynał po prostu zagrażać ich życiu.

Źródło: http://www.1zoom.me/en/wallpaper/496134/z512.9/

niedziela, 4 lutego 2018

Pozory mylą | Kutno | [WŁÓCZYKIJ #22]

Tą wycieczką kończę uzupełnianie zaległych wpisów z 2017 roku, więc rok zakończyłem z liczbą 22 wycieczek na koncie. Muszę przyznać, że zakładałem, że będzie ich przynajmniej dwa razy tyle, a tymczasem... no nie udało się. Nie zmienia to faktu, że jestem zadowolony - coś się we mnie ruszyło, a na tym zależało mi najbardziej. Na spróbowaniu samotnych wędrówek, na odkrywaniu nowych miejsc, na obudzeniu nieco uśpionej ciekawości świata. Pierwsze kroki były dość nieporadne, wiem że dużo bym zmienił w wielu zrobionych wycieczkach, ale liczy się dla mnie sam fakt, że to robię. Reszta ma mniejsze znaczenie.


wtorek, 30 stycznia 2018

To tu, to tam | Czerniewice - Krzemienica - Rawa Mazowiecka | [WŁÓCZYKIJ #21]

Kolejny z Włóczykijów, które wyczarowałem przy okazji pracy Dominiki. Zauważcie jakie mi się szczęście trafia, że każdy kolejny wypad jest w inne miejsce ;). Tym razem wywiało nas w okolice Czerniewic, czyli pomiędzy Tomaszowem, a Rawą Mazowiecką. Miałem dwie opcje zwiedzania terenu - albo ruszyć w kierunku Spały i Inowłodza, albo pokręcić się po najbliższych miejscowościach z finiszem w Rawie Mazowieckiej. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie.

Stodoła w Czerniewicach.

niedziela, 14 stycznia 2018

Trochu historii i trochu przyrody | Wolbórz - Zalew Sulejowski - Podklasztorze | [WŁÓCZYKIJ #19]

Obiecaliśmy sobie z tatą, że skoro zrobiliśmy "Tour de Jeziorsko" to wypadałoby odwiedzić również drugie z dużych jezior województwa. Tym bardziej, że trasa wiodąca z Łodzi, między innymi przez Wolbórz to dla nas "kultówka", czy trzymając się retoryki kolarskiej - klasyk. Dzień zapowiadał się znakomicie, mieliśmy o czym pogadać, więc nie pozostało nic innego jak pędzić przed siebie. Tym bardziej, że szykowałem dla taty małą niespodziankę.

Zaczyna się to wszystko jak w moim pierwszym Włóczykiju - od Starowej Góry, wówczas rozoranej przez prace na krajowej jedynce. Przebiliśmy się z zachodu na wschód po tym marsjańskim gruncie, jaki zazwyczaj tworzy się podczas robót drogowych i pustą drogą, przy akompaniamencie leniwie świecącego słońca zaczęliśmy wędrówkę do celu.


sobota, 13 stycznia 2018

Na uboczu | Parzęczew - Ozorków | [WŁÓCZYKIJ #20]

Trochę żeśmy z tym moim Kochaniem zwiedzili regionu, nie powiem. Obiecałem w Tomaszowie, że to nie ostatnia taka wycieczka i proszę: ani się obejrzałem, a jechaliśmy w pobliże Parzęczewa, żeby moja wybranka mogła upiększyć kilka kobiet, a ja - żebym przy okazji zobaczył kilka naprawdę pięknych miejsc.

Parzęczew. Już sama nazwa brzmi dość... niezachęcająco. Nieopodal takie miejscowości jak Chrząstów, Wytrzyszczki i Ignacew Rozlazły. Ekipa w sam raz na konkurs ortograficzny. Albo na lekcję polskiego dla obcokrajowców. Niech się pomęczą. Ach, byłbym zapomniał - Dominika malowała w Różycach. Też niezbyt łatwo.

Tramwaj linii 46 pełznie po Ozorkowie.

niedziela, 7 stycznia 2018

Miasto z dzieciństwa | Tomaszów Mazowiecki | [WŁÓCZYKIJ #18]

Wyspowiadam się od razu! Żeby nikt nie krzyczał! Z początku planowałem Włóczykija jako cykl tylko i wyłącznie pieszy. Szybko jednak uznałem, że warto sobie będzie czasem pomóc rowerem. Pociągi i autobusy i autostopy miały być tylko środkiem do realizacji celu. Samochód miał sobie stać na parkingu i nie marudzić.

Przyznam szczerze, że już wcześniej myślałem, czy nie wykorzystać auta - ot, chociażby do wyprawy do Bełchatowa i objechania kopalni. Nie wszędzie w województwie da się dojechać pociągiem, a do autokaru raczej nie wpakuję roweru. Tymczasem odległości ponad 30 kilometrów (a często ponad 100) to już zadanie dla bicykla lub konieczne będzie podzielenie dystansu na kilka dni. To wiąże się z wydatkami i koniecznością zorganizowania kilku dni wolnego. O jedno i drugie w 2017 było mi dość trudno (w 2018 zanosi się, że tylko drugie będzie problemem, ale za to znacznie większym ;)), więc kilka eskapad musiałbym odłożyć na nie-wiadomo-kiedy. Tym bardziej, że Dominika mnie pocisnęła: "Włóczykij autem? To będzie bez sensu.". Skoro tak to sobie odpuszczam.