Pamiętam taki jeden poranek, kiedy stojąc na przystanku autobusowym, niewyspany i zmarznięty, pomyślałem sobie - a gdyby tak nie wsiąść? Po prostu, olać ten autobus, wrócić do domu, schować się pod kołdrą z książką albo z ukochaną i zwyczajnie... pożyć. Zrobić coś dla samego robienia, a nie z musu. Durnej konieczności. Zaufać, ten jeden jedyny raz, przeczuciu. Odrzucić racjonalne dogmaty, którymi karmi Cię wszechobecny "system".