Pamiętam jak mówiłem podówczas, że maraton jest dystansem, którego nie powinno się pokonywać "na wynik". Podobną refleksję, podkreśloną jeszcze obietnicą, że nigdy więcej nie będę próbował przebijać się poniżej dotychczasowej życiówki, miałem w 2017 roku. Zdruzgotany po fatalnej próbie zbicia rekordu poniżej 3:20 miałem ochotę w ogóle odpuścić bieganie maratonów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dębno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dębno. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 kwietnia 2019
Codzienność | 46. Maraton Dębno - relacja
Dwudziestego kwietnia 2015 roku przeleżałem pół dnia na kanapie. Głowa bolała mnie tak mocno, jak po bardzo ciężkiej imprezie. Miałem problem z przemieszczaniem się - dokuczały mi mięśnie nóg i odciski na stopach. Czułem się wyjałowiony jak nigdy. Dosłownie tak jakby ktoś wypłukał ze mnie całe, calusieńkie zapasy minerałów. Mimo to byłem diabelnie szczęśliwy. Dobrze zrealizowane przygotowania przed biegiem i odpowiednia strategia w trakcie (chociażby bidony pełne wody podawane przez Najbliższych) zaowocowały nowym rekordem życiowym w maratonie - 3:28:03. Znakomity wynik, choć okupiony ogromnym, przeogromnym wysiłkiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)