niedziela, 10 grudnia 2017

Czysta przyjemność | Łaskowice - Dobroń - Łask - Zduńska Wola | [WŁÓCZYKIJ #16]

Kilka Włóczykijów temu poniosłem klęskę w walce z wiatrem. Podczas wycieczki przez Szadek planowałem zwiedzić Zduńską Wolę oraz zajrzeć do Karsznic. Kto czytał ten wie, że ledwo co zajechałem na dworzec w Zduńskiej, żeby załapać się na pociąg (jak się później okazało, mogłem się aż tak nie spieszyć, chociaż i tak Zduni bym nie zwiedził). Oczywiście nie mogło tak być, że zostanie mi jakaś niezrobiona wycieczka, toteż celem kolejnej "niezależnej" (nie przewodnickiej) musiała być Zduńska Wola.

Oczywiście kompletnym bezsensem byłoby jechać tą samą trasą. Musiałem wykombinować coś innego. I wykombinowałem. Marszrutę wyznaczyłem następującą - Dobroń, zaległy od dwóch lat Łask (obiecałem w jednym z pierwszych wpisów na tym blogu, że wrócę i zrobię lepsze zdjęcia ;)), Karsznice (będące wygodnie po drodze, bo zajeżdżałem do Zduńskiej od południa) i wreszcie - sama Zduńska Wola.



niedziela, 3 grudnia 2017

Kieł mamuta i św. Lambert | Radomsko | [WŁÓCZYKIJ #15]

Z Radomskiem mam dwa skojarzenia. Pierwsze to wizyta na meczu łódzkiego Widzewa w śmiesznym Pucharze Ekstraklasy (nawet nie pamiętam, który to był rok - 2007?), na który pojechałem z towarzystwem z Pabianic busem bez grzania. To był luty albo początek marca - więc zmarzliśmy solidnie. Jedyne ciekawe wydarzenie na tym meczu to rzucanie śnieżkami w ówczesnego bramkarza Korony Kielce Macieja Mielcarza (który, swoją drogą, później długo bronił w Widzewie). Dużo w tej historii Radomska prawda?

Drugie skojarzenie to rozkraczenie się auta rodziców na krajowej "1" nieopodal Radomska. Awaria okazała się na tyle poważna (bodajże padła pompa wody), że musieli zostawić auto na miejscu i wrócić po nie dzień później - pociągiem. I znów najciekawszy element historii - zdruzgotany głos siostry, kiedy dowiedziała się, że z zaplanowanej na wieczór imprezy nici. Tutaj również sporo Radomska czyż nie?



niedziela, 26 listopada 2017

Perła w Ogrodzie Zmysłów | Poddębice | [WŁÓCZYKIJ #14]

Ten wpis i kolejny Włóczykijowy (o Radomsku) będą miały nieco inny charakter, ponieważ są zapisem moich wędrówek w ramach projektu Pociągiem w Łódzkie, podczas których byłem przewodnikiem. Będzie nieco mniej opisów moich "przygód" i subiektywnych doznań, a nieco więcej informacji krajoznawczych. Skutkiem tego oba te wpisy będą nieco krótsze. Zdecydowałem się na taki krok, bo pewnie nieprędko będę miał okazję pojawić się w tych miejscach ponownie, a zarówno Poddębice, jak i Radomsko są zdecydowanie warte zobaczenia.

Zapraszam więc do lektury!


wtorek, 21 listopada 2017

Nihil

"Myślę pozytywnie, lekarz kazał myśleć pozytywnie,
myślę pozytywnie, nic mnie nie wkurwi dzisiaj"

Znacie ten kawałek Sokoła? Pewnie nie. Sam nie jestem wielkim fanem jego twórczości, co jest dość zabawne, bo lubię jego teksty, ale nie słucham go prawie wcale. Nie wiem czemu. Tym bardziej, że jako jeden z niewielu (jedyny?) w Polsce już dawno przyznał, że raper z niego mierny i to co tworzy określa bardziej jako melorecytację. Miło, że nie próbuje wprowadzać słuchaczy w błąd, kreując się na kogoś kim nie jest i nie będzie.

Jednak nie o Sokole i moich hip-hopowych teoriach będzie ten tekst. Wróć proszę na moment do cytatu z początku. Jak to jest? Myślisz pozytywnie? Jak wstajesz rano to uśmiechasz się na siłę, bo wtedy ponoć mózg produkuje endorfiny, nieświadomy tego, że uśmiech jest wymuszany? Mówisz sobie, że "będzie dobrze" i "wszystko zależy od nastawienia"?

wtorek, 3 października 2017

Śmierć nie potrzebuje dowodu

Stęskniłem się za nią. Wpatrując się w kolejny zachód słońca o barwie grejpfruta wpadłem w tę sztampową nostalgię podszytą refleksją o przemijaniu. Typowe umysłowe bla bla bla, podobne do pytań "skąd ja się tu wziąłem?" i "a co jeśli to tylko ja widzę i czuję, a reszta dookoła to jakieś dziwaczne projekcje?". Banalne, nudne, niemożliwe do rozwikłania. A jednocześnie dziwnie podniecające, jak tafla jeziora nocą. Podniecające jak Śmierć.

Odkąd poznałem ją osobiście, nie jako medyczny stan agonii, a jako osobę... bardzo się zmieniłem. Nie jestem w stanie określić (i pewnie nigdy nie będę) czy więcej mi dała czy zabrała. Nie umiem już tak mocno i szczerze cieszyć się życiem jak dawniej. Nie potrafię pozwolić sobie na brak rozsądku w zachowaniu i beztroskę. Mam tę drażniącą świadomość wartości każdej upływającej sekundy. A z drugiej strony nauczyłem się smakować. Delektować. Wartościować. Zachwycać tym co majestatyczne, ale też schylać się do tego co maluczkie. Być świadomym obecności detali, kontrastów, które przecież tworzą charakter. To co nijakie nie ma szczegółów i jest jednowymiarowe. Ona nauczyła mnie próbować, bo bez empiryzmu nie da się świadomie oceniać.

czwartek, 14 września 2017

Kołtun/Myśleć jak Ty

Niczego nie potrafię. Poza kilkoma umiejętnościami niezbędnymi do przeżycia jestem kompletnym zerem. Chociaż może trafniejsze byłoby określenie - kompletnie wyzerowany. Potrafię oddychać, przełykać pokarm, wydalać. Plus tę parę rzeczy, które kontroluje za mnie mój mózg samoistnie. Może to i lepiej.

Brzmi przygnębiająco, co? Pewnie myślicie, że dopadła mnie jesienna chandra. Że mam doła i walnę Wam zaraz tekst o tym jak to zleciał już prawie rok od czasu rzucenia przeze mnie pracy na etacie, a u mnie nadal nic. Że zawiodłem siebie i być może kilka osób, które mi kibicują. Kilka tego typu tekstów w 2017 popełniłem. Nawet mama zwróciła mi uwagę, że z moich wpisów "paruje" gorycz i niezadowolenie. Miała całkowitą rację.

Ja napiszę to jeszcze raz, Wy przeczytajcie na głos: niczego nie potrafię. I niech zabrzmi to w Waszych ustach optymistycznie.

czwartek, 7 września 2017

Setka

- Cześć - powiedziałaś. Świat wkoło błyszczał jak w teledysku disco. Kałuże na chodniku, mokry asfalt, krople wody na karoseriach samochodów. Wszystko to tworzyło tę specyficzną atmosferę wieczornego miasta po ulewie. Słońce w końcu odważyło się śmielej wychylić zza chmur - niestety uczyniło to kilka minut przed zachodem. Latarnie jeszcze się nie paliły, ale mrok gęstniał z każdą leniwą sekundą. Ludzi wałęsało się niewielu, bo wieczornych spacerowiczów wygnał do domów deszcz.

Twoje oczy również migotały, piękne jak tafla jeziora muskanego oddechami wiatru w sierpniowy, jeszcze wakacyjny wieczór.

środa, 6 września 2017

Waldemar Łysiak - Szachista

Książka, nad którą się tym razem pochylę trafiła do mnie zupełnie przez przypadek - dostałem ją jako prezent urodzinowy. Przeleżała dwa miesiące na półce czekając na swoją kolej, aż wreszcie się do niej dopadłem. Nie spodziewałem się po niej kompletnie niczego. Prawdę powiedziawszy - póki nie rozpocząłem lektury nie byłem do końca pewien czy to książka o Napoleonie (jego wizerunek znajduje się na okładce), czy to podręcznik szachowy, czy jeszcze coś innego.

Co ciekawe autor książki napisał ją w sumie... również przez przypadek. Podczas drążenia tematu pewnego mnicha z klasztoru filipinów w Gostyniu został odwiedzony przez Hiszpana, ponoć także zainteresowanego osobą duchownego. Hiszpan okazał się być w posiadaniu tekstu pod tytułem "Memoriał", który poruszał między innymi kwestię wspomnianego wcześniej zakonnika. Łysiak miał tylko kilka dni na zapoznanie się z tekstem i jego przepisanie, co też - na całe szczęście - uczynił, choć robił to w szalonym tempie.

Co sprawiło, że pan Waldemar zaczął gorączkowo kopiować tekst o "jakimś tam" zakonniku?

wtorek, 5 września 2017

Pod wiatr i z wiatrem | Łaskowice - Szadek - Wojsławice | [WŁÓCZYKIJ #13]

Mądry Polak po szkodzie. Teraz, prawie dwa miesiące po zrobieniu tej wycieczki, jestem absolutnie pewien, że nie miała ona prawa wypalić. W końcu to numer trzynaście. W końcu to był drugi lipca, a od paru lat w lipcu dostaję największe wpierdy. W końcu (co jest, zdaje się, najważniejsze) nie robi się rowerowych wycieczek na południowy zachód kiedy wieje wschodni wiatr.

Ale ja zrobiłem. Od rana Dominika pracowała, a ja biegałem za tym sympatycznym, młodym jegomościem - moim synem. Później zrobiłem obiad i zjadłem go w tempie sprinterskim - w międzyczasie zadzwonił Piotr, że ma dla mnie wycieczki do zrobienia. No delikatnie rzecz biorąc - zestresowałem się. Miałem wreszcie oprowadzić poważne towarzystwo w imieniu poważnego Towarzystwa.

Kto normalny wali w takich okolicznościach 90-100 kilometrów na rowerze w pięć godzin? Ja!


środa, 16 sierpnia 2017

Kim jesteś, chłopcze? | Przygody Tomka Sawyera - recenzja

Cześć. Ten tekst adresuję do chłopaków. Jeśli jesteś dziewczyną przestań go czytać w tej chwili!

Dobrze wiem, że lepiej nie mogłem Was, kobiety, zachęcić do lektury tego tekstu ;).

Wierzysz w duchy? Nie? Spójrz mi w oczy. Wierzysz, prawda? Każdy wierzy. A im bardziej zaprzeczasz, tym bardziej wiem, że wierzysz. Tylko się boisz. Nie bój się. Jesteś mężczyzną. Mężczyzna się nigdy nie boi. Znasz jakiegoś pirata, który się boi? Albo zbója?

Mówisz, że znasz kilku? Ale skąd, z książek? Nie? To pewnie nie są prawdziwi piraci ani zbóje.